ASPress - czasopisma pedagogiczne


ARCHIWUM WYDAŃ CYFROWYCH


Zbiór 52 felietonów poświęconych współczesnej Polsce, Polakom, polityce, roli telewizji i mediów we współczesnym świecie, globalizacji i konsekwencji wynikającej z naszego otwarcia na świat.
Wydanie w postaci pliku PDF
Cena 10 zł.
Zamów


Książka o podróżach, poznawaniu, odkrywaniu i podbijaniu świata, o pokonywaniu kolejnych horyzontów ludzkiego rozwoju. Ludzie wędrują od wieków, zawsze chcieli zobaczyć, co jest za kolejną rzeką, górą, morzem, za nowym horyzontem. Ta wędrówka pozwoliła najpierw poznać naszą planetę, a dziś już zaprowadziła człowieka poza granice Układu Słonecznego. Kim są ci, którzy zmieniają historię świata? Dlaczego Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę, a Mikołaj Kopernik „poruszył” Ziemię?
Wydanie w postaci pliku PDF.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydanie drukowane



Historia powstania  * Dane techniczne * Słynne rajdy * Rozwiązania konstrukcyjne

Pierwszy pojazd z napędem na obie osie skonstruowano w 1824 r. a więc ponad pól wieku wcześniej od samochódu. Jednak dopiero wojskowi amerykańskiej armii jako pierwsi chcieli mieć pojazd, który pojedzie każdą drogą, pokona głębokie rowy  i wyposażony będzie we wciągarkę, tak by mógł poruszać się w każdym terenie.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydania specjalne "Geografii w Szkole"

2011

2010

2009

2008


Zamów


Ebooki 


Więcej

W kraju słońca i sardynek



Maroko stało się modne już w XIX w. W 1832 r. przybył tam francuski malarz Eugene Delacroix i namalował ponad 100 obrazów. Uważał, że nie ma nigdzie na świecie lepszego światła i kolorów. To co kiedyś zachwycało malarzy teraz wykorzystują inżynierowie.
 
Słońce w Maroku świeci przez 300 dni w roku i średnio przez 10 godzin dziennie. To znakomite warunki do budowy elektrowni słonecznych typu CSP (Concentrated Solar Power). W systemach CSP do produkcji energii elektrycznej służą turbiny napędzane parą. Ta powstaje w wyniku mieszania wody ze specjalną mieszanką olejową nagrzewaną w olbrzymim zbiorniku-rurze do blisko 4000C przez promienie słoneczne odbite od eliptycznych luster, które dodatkowo obracają się w kierunku do słońca, tak by maksymalnie wykorzystać energię słoneczną. Wprawdzie energia z farm solarnych jest na razie droższa od tej z farm fotowoltaicznych, ale można w nich magazynować energię i wytwarzać prąd przez całą dobę a nie tylko wtedy, gdy świeci słońce.
W pierwszej farmie solarnej NOOR 1, która powstała w Maroku na Saharze w pobliżu miasta w Ouarzazate zainstalowano 500 000 wygiętych eliptycznie luster o wysokości 12 metrów na powierzchni równej 200 boisk piłkarskich. W pierwszym etapie farma osiągnęła moc 160 MW, a po rozbudowie dwóch kolejnych kompleksów będzie to największa na świecie elektrownia słoneczna o mocy 580 MW. 
W finansowanie energii słonecznej zaangażowane są m.in. firma niemiecka KfW, Bank Światowy, Europejski Bank Inwestycyjny, Agence Française de Développement, Afrykański Bank Rozwoju i Fundusz Klimatyczny (Climate Investment Fund), które przeznaczyły na realizację projektu Noor niskooprocentowane kredyty na ok. 1 mld dolarów. 
Władze Maroka szacują, że w 2020 roku połowa zapotrzebowania na energię elektryczną w kraju pochodzić będzie z „zielonej energii”.
 
Pustynia – strażnik Afryki
 
Maroko przez wieki opierało się Hiszpanii, Portugalii, potędze osmańskiej Turcji i Francji. Kontrolowało szlaki handlowe karawan a Sahara stanowiła zaporę nie do pokonania na drodze Europejczyków w głąb Afryki. aż do epoki wielkich odkryć geograficznych. 
Portugalczycy, którzy w drodze do Indii wzdłuż zachodniego brzegu Afryki budowali kolejne faktorie i osadzali w nich załogi zostali szybko wyparci przez Saatytów, jedną z arabskich dynastii. Saadyci zjednoczyli państwo, unowocześnili armię i zreformowali administrację. Maroko przez następne dwa wieki było silnym gospodarczo krajem, rozwijając m.in. uprawę trzciny cukrowej. Źródłem dużych dochodów był handel m.in. złotem, solą, czarnymi niewolnikami i… morskie piractwo. 
Piraci napadając na statki amerykańskie przyczynili się w 1801 r. do wybuchu I wojny berberyjskiej ze Stanami Zjednoczonymi, co zapoczątkowało upadek państwa. Kolejne wojny – z Francją a następnie z Hiszpania, doprowadziło do utraty niepodległości Maroka – w 1904 roku kraj stał się protektoratem Francji, a w kolejnych latach swoje wpływy na północy zapewniły sobie Hiszpanie utrzymując do dziś enklawy m.in. Ceutę i Melillę.
W 1956 r. Maroko odzyskało niepodległość i dziś jest jednym z najbogatszych krajów północnej Afryki, otwartym na Europę, na współpracę i turystykę, choć nie jest krajem wolnym od wewnętrznych problemów. 
 
Blisko i daleko od Europy
Maroko ma status kraju stowarzyszonego z Unią Europejską. Nazywane jest też „królestwem sardynek”. Przybrzeżne wody Atlantyku bogate są w sardynki, tuńczyki, makrele, sole, dorady itp. Rybołówstwo marokańskie należy do czołowych w Afryce, zaś pierwsze miejsce na świecie zajmuje pod względem połowu sardynek - odławia 22 % światowych zasobów. Większość sardynek po przetworzeniu jest eksportowana do krajów europejskich. W Agadirze jest największy port połowu sardynek i stocznia, gdzie budowane są kutry rybackie. 
Połowy sardynek były i są przyczyną zatargu między Marokiem a Unią Europejską. Maroko w zamian za pomoc finansową udostępnia swoje łowiska dla rybaków z EU. Kiedy w 2016 roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości wydał orzeczenie, zgodnie z którym umowy zawarte z Marokiem nie dotyczą terenów kontrolowanej przez nie Sahary Zachodniej, Maroko uznało, że na tych terenach nie mogą łowić kutry z krajów EU. 
Drugim spornym tematem z EU jest status Sahary Zachodniej. Od połowy lat 70. Jest on nieuregulowany i nic nie wskazuje na to, by nastąpił w tym konflikcie jakiś przełom. Światowe mocarstwa mają w tym regionie świata różne, najczęściej sprzeczne interesy. Ponieważ na terenach Sahary Zachodniej znajdują się bogate złoża surowców - fosforytów, tytanu, złota i rudy uranowej, na szelfie prawdopodobnie znajdują się bogate złoża ropy naftowej i gazu, to Maroko nie zamierza się z niej wycofać, bowiem wiodącą gałęzią przemysłu marokańskiego jest obecnie eksploatacja bogactw naturalnych. Pod względem wydobycia i eksportu fosforytów Maroko zajmuje jedno z czołowych miejsc na świecie. Duże znaczenie ma także wydobycie rud żelaza, ołowiu i węgla kamiennego. W przemysł wydobywczy inwestują m.in. Chińczycy.
W Maroku chińska obecność staje się coraz bardziej widoczna. Chiny planują wybudować olbrzymi port przeładunkowy w Tangerze, który ma stać się przyczółkiem w handlowej kampanii na drodze do rynków USA i Europy. Ta inwestycja ma być zadośćuczynieniem za straty Maroka wynikające z eksportu na światowe rynki tanich chińskich tekstyliów – na czym ucierpiał marokański przemysł tekstylny. Od 2010 roku cła na towary pochodzące z Maroka nie obowiązują już w UE, co pozwala na łatwiejszy dostęp chińskich towarów do europejskiego rynku. Chiny w ten sposób obchodzą ograniczenia, jakie nadkładane są na ich bezpośredni eksport do UE. 
Chiny budują też w marokańskie autostrady, inwestują w lotniska i transport kolejowy.
Kolejny drażliwy temat w kontaktach z EU to przemyt narkotyków. Berberowie zamieszkują łańcuch górski Rif słyną z uprawy konopi indyjskich i produkcji narkotyków pod nazwą kif (kajf – po arabsku przyjemność). Dotychczas każdy władca Maroka zgadzał się na uprawę konopi przez Berberów w zamian za poparcie w dojściu do władzy, dla świętego spokoju albo też z uwagi na zyski, jakie przynosi turystyka narkotykowa. Szacuje się, że blisko 80 % europejskiego i połowa światowego runku haszyszu zaopatrywana jest z Maroka.
Unia Europejska i społeczność międzynarodowa mocno naciskają na rząd Maroka aby walczył z narkotykowym biznesem, więc ten postanowił do 2018 r. zlikwidować całkowicie uprawę indyjskich konopi, zastąpić je innymi uprawami, a na niektórych terenach utworzyć parki narodowe, które mogłyby być dla turystów równie atrakcyjne jak kif z Rif. Ale czy mu się udało trudno powiedzieć – region ten dla turystów jest nadal atrakcyjny ze względów zarówno na walory krajobrazowe, jak i możliwość zakupu haszyszu. Choć policja prowadzi działania prewencyjne i niejeden turysta może się spotkać z prowokacyjnym zakupem.
 
Olej arganowy – cuda natury i marketingu
Za to całkiem legalnie zawrotną karierę robi olej arganowy. Drzewa arganowe są gatunkiem endemicznym, rosną tylko w jednym miejscu na kuli ziemskiej, właśnie pomiędzy As-Sawirą a Agadirem. Mają po kilkaset, a nawet kilka tysięcy lat. Owocują po 50 latach, korzeniami sięgają 50 m w głąb ziemi, owoce mają niewielkie i w bardzo twardej skorupie, za to olej z nich podobno ma niezwykłe właściwości.
Olej jadalny obniża m.in. cholesterol, reguluje ciśnienie, a używany jako kosmetyk poprawia urodę kobiet. Olej arganowy był produktem lokalnym do lat 90. Ubiegłego wieku, aż Zoubida Charrouf, profesor chemii na Uniwersytecie Muhammada V w Rabacie, zauważyła, że kobiety z tych okolic są ładniejsze od innych, mają gładszą cerę i wolniej się starzeją. 
Analizowano wiele czynników, które mogę mieć na to wpływ. Okazało się, że jedynym jest spożywanie i używanie oleju arganowego. Zbadano więc jego właściwości i okazało się, że olej ten zawiera m.in. duże ilości witaminy E i nienasyconych kwasów tłuszczowych, znacznie więcej niż oliwa z oliwek.
Tak zaczęła się światowa kariera oleju arganowego w kosmetologii. Skoro wygładza zmarszczki, ujędrnia i chroni skórę, wzmacnia paznokcie, leczy trądzik, czegóż chcieć więcej? Ceny oleju i kosmetyków na jego bazie poszły w górę. W kilku krajach pojawiły się podróbki oleju, choć wiadomo, że produkowany może być tylko w Maroku.
 
Królestwo, islam i tolerancja
Króla Muhammad IV po pierwszych demonstracjach arabskiej wiosny w 2011 r. zdecydował się na szereg reform. Przyjęto m.in. nową konstytucję, zwiększono uprawnienia rządu i parlamentu, poszerzono zakres swobód obywatelskich, co spotkało się ze społeczną akceptacją i ustabilizowało sytuację w kraju. Pozwoliło też zbudować wizerunek kraju demokracji i islamu oraz przejąć turystów z krajów objętych społecznymi niepokojami. Turystyka jest bowiem jedną z głównych gałęzi gospodarki. 
Turyści najczęściej wybierają ciepłe plaże Agadiru, egzotykę medyny Marrakeszu, zabytki północnych miast i przepięknie kolorowe grzbiety skał Atlasu. 
Maroko od wieków uważane było za najbardziej tolerancyjny kraj arabski. Dawniej wyrażało się to tolerancyjnym stosunkiem do homoseksualizmu i narkotyków. Później polubili ten kraj pisarze, muzycy: Jimi Hendrix ze względu na haszysz, a następnie filmowcy, przenosząc tu wiele produkcji. Mroczne knajpy i portowe życie Casablanki rozsławili Humphrey Bogart i Ingrid Bergman w filmie pod tym samym tytułem, choć film zrealizowany był na planach w Hollywood. Martin Scorsese kręcił tu Ostatnie kuszenie Chrystusa. 
Światowej sławy projektant mody, Yve Saint Laurent ze swoim życiowym partnerem Pierrem Berge kupili w Marrakeszu ogród botaniczny, zaprojektowany i założony w latach 20. XX wieku przez malarza Jacquesa Majorelle z przepiękną kolekcją roślin egzotycznych. Po śmierci YSL ogród udostępniono turystom i każdy może w środku miasta wejść do oazy egzotycznych drzew, roślin i kwiatów, pośrodku której stoi błękitna willa, dawny dom i pracowania projektanta.
Francuzi wycisnęli tu swoje piętno, nie zawsze chlubne. Zarzuca im się grabież wielu dzieł sztuki. Zwiedzając pałace często usłyszycie, że wyposażenie zniknęło pod rządami Francuzów.

 
W murach medyny
Dla Europejczyka to kraj egzotyczny. Wystarczy wybrać się na plac Jemaa el-Fna (Dżamaa al-Fina). Mówi się, że bije tam serce Marrakeszu, Maroka, a może nawet serce Afryki. Plac w ciągu dnia niczym się nie wyróżnia, ale wieczorem i nocą tętni życiem - rozpoczynają tu swój żywy teatr zaklinacze węży, treserzy małp, muzycy, śpiewacy, bajarze, wróżbici, sprzedawcy wody i nieprzebrany tłum mieszkańców i turystów.
Plac jest centralnym punktem medyny, czyli starego miasta z labiryntem wąskich uliczek, otoczonego murem. Z założenia medyna miała zaspokajać wszystkie potrzeby jej mieszkańców, dlatego w każdej jest meczet, łaźnia, piekarnia, szkoła koraniczna i studnia albo fontanna. 
Medyna w Marrakeszu wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1985 r. Ma skomplikowaną strukturę urbanistyczną i bardziej przypomina labirynt niż miasto. Tutaj policjantami i listonoszami mogą być jedynie osoby w niej urodzone. Najlepiej wybrać się do medyny podczas zachodu słońca. Wszystko tonie w czerwonej poświacie. Jedni mówią, że w promieniach odbijają się wszystkie klejnoty pustyni, inni, że promienie zabarwiły się krwią niewolników budujących meczet Kutubijja (Koutoubia).
Górujący nad placem minaret pochodzi z XVI w. i symbolizuje potęgę dynastii i państwa Almohadów. Jest on wzorcem dla wszystkich meczetów w Maroku. Niedawno jego kopię zbudowano w Casablance. Prosta, strzelista konstrukcja wieży zawiera elementy architektury andaluzyjskiej, a trzy złote kule na jego kopule wykonane są podobno z biżuterii żony Jakuba el-Mansura. W ten sposób ukarał ją za zjedzenie trzech winogron w czasie ramadanu. Wnuk założyciela dynastii Almohadów nie tylko pięknie ozdobił minaret, który w niezmienionej formie przetrwał do dziś, ale też stworzył potężne państwo sięgające aż po Libię, a z Marrakeszu uczynił jego stolicę. Po przejęciu władzy przez dynastię Alawitów – panującą do dziś w Maroku – stolicę przeniesiono do Meknesu.
Wraz z zagłębianiem się w medynę uliczki stają się węższe, sklepy skromniejsze, osiołków jest więcej niż rowerów i wydaje się nam, że zbliżamy się do nędznych lepianek. Czasem jest to złudne przekonanie. Za obskurnym murem znajdują się często piękne domy z arkadami w podkowiaste łuki, symbolizujące raj, z rozsuwanymi dachami nad zielonym dziedzińcem z fontanną, z oryginalnie wykończonymi wnętrzami. Wtedy widać, jak przenikają się style arabski z europejskim i afrykańskim. Zwłaszcza kiedy domy należą do Europejczyków. Mnie przyszło spędzić noc w wynajętym domu francuskiego dziennikarza w Marakeszu. Znajdował się był przy wąskiej ulicy o typowym wyglądzie w medynie, po której kursują również osiołki. Otaczający go gliniany mur i drewniana furtka niczego ciekawego nie zapowiadały. Zaraz za murem był kawałek innego świata z zielonymi trawnikami, ogrodem, fontanną. Oryginalnie wykończone wnętrze w każdym szczególe – poprzez kolory, materiały, formę – oddawało surowość pustyni, a jednocześnie paryski styl.
W którą stronę medyny byśmy nie poszli, trafimy na sklepy ze słynnymi marrakeszańskimi dywanami i kilimami, tkanymi ręcznie lub mechanicznie, że wzorami berberyjskimi, perskimi i arabskimi. Są też dywany nomadów ręcznie wiązane. Jest tu wszystko: srebrne zastawy, czajniki, stalowe kindżały, miedziane patery, kolorowe lampy, malachitowe szkatułki, smukłe naczynia na oliwę, egzotyczne owoce, kopce kolorowych przypraw i mikstury skuteczniejsze od viagry, jak zapewnia sprzedawca swoim przykładem i gromadką dzieci. 
Sprzedawcy zapraszają do wnętrza sklepu, zachwalają towar, oferują herbatkę.
Można się z nimi targować i zdarza się kupić coś za 20 proc. pierwotnej ceny, ale raczej rzadko. Bogaci turyści zepsuli arabski handel. Właściciele sklepów przejmują zachodnie zwyczaje i przestają się targować. Podanie zbyt niskiej ceny traktują jako lekceważenie sprzedającego. Jest pewna prawidłowość – im bieglejsza znajomość angielskiego i niemieckiego, tym sztywniejsze ceny.
Można płacić gotówką i kartą kredytową, sprzedawcy wyposażeni są w telefony komórkowe, iPady i smartfony.
Niczego nie da się już zamknąć w medynie i odgrodzić od świata murem.