ASPress - czasopisma pedagogiczne


ARCHIWUM WYDAŃ CYFROWYCH
       
Język Niemiecki



Wydania z lat 2009-2016 dostepne są w wersji elektronicznej jako pliki PDF. Są one identyczne z wersjami drukowanymi. Jednakże nie zawierają materiałów, które były na płytach CD/DVD dołączanych do niektórych wydań drukowanych.
W wersji drukowanej dostepne jest tylko jedno wydanie - 3/2016.
Więcej


Zbiór 52 felietonów poświęconych współczesnej Polsce, Polakom, polityce, roli telewizji i mediów we współczesnym świecie, globalizacji i konsekwencji wynikającej z naszego otwarcia na świat.
Wydanie w postaci pliku PDF
Cena 10 zł.
Zamów


Książka o podróżach, poznawaniu, odkrywaniu i podbijaniu świata, o pokonywaniu kolejnych horyzontów ludzkiego rozwoju. Ludzie wędrują od wieków, zawsze chcieli zobaczyć, co jest za kolejną rzeką, górą, morzem, za nowym horyzontem. Ta wędrówka pozwoliła najpierw poznać naszą planetę, a dziś już zaprowadziła człowieka poza granice Układu Słonecznego. Kim są ci, którzy zmieniają historię świata? Dlaczego Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę, a Mikołaj Kopernik „poruszył” Ziemię?
Wydanie w postaci pliku PDF.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydanie drukowane



Historia powstania  * Dane techniczne * Słynne rajdy * Rozwiązania konstrukcyjne

Pierwszy pojazd z napędem na obie osie skonstruowano w 1824 r. a więc ponad pól wieku wcześniej od samochódu. Jednak dopiero wojskowi amerykańskiej armii jako pierwsi chcieli mieć pojazd, który pojedzie każdą drogą, pokona głębokie rowy  i wyposażony będzie we wciągarkę, tak by mógł poruszać się w każdym terenie.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydania specjalne "Geografii w Szkole"

2011

2010

2009

2008


Cena kompletu wydań 50 zł
Cena jednego wydania 10 zł
Zamów



Nowość!


Więcej

Kto wynalazł kondensator?

Tadeusz Wibig

Zacznijmy jednak od początku: wszyscy wiedzą, że już starożytni Grecy znali elektryczność. Po niemal dwóch tysiącach lat z zapomnienia wydobył ją i odkurzył niejaki William Gilbert w swoim wielkim dziele „De Magnete, Magneticisque Corporibus, et de Magno Magnete Tellure”, gdzie opisał przyciąganie drobin różnych przez potarty bursztyn. Dziś nikt się temu nie dziwi. Wiemy od dziecka, że bursztyn „elektryzuje” się i już. Dopiero jednak 70 lat po Gilbercie słynny ze swoich rozważań nad próżnią Otto von Guericke skonstruował efektywną maszynę do pocierania (z użyciem korby) wielkiej kuli z siarki, która pocierana przyciągała i odpychała różne drobne przedmioty. Uważa się powszechnie, że była to pierwsza maszyna elektrostatyczna. Eksperymenty z elektrycznością stawały się coraz bardziej wymyślne i efektowne.
Niejaki
Georg Matthias Bose zbudował sobie maszynę do pocierania pracując jako profesor filozofii naturalnej na 
Uniwersytecie w Wittenberdze. Wpadł on na świetny i praktyczny pomysł, dla nas dziś zupełnie oczywisty, że elektryczność z pocieranego przedmiotu można przenosić na inne ciała używając metalowych prętów. Mógł on w przemyślny sposób, po drucie, naelektryzować nie tylko wiszącego na linach chłopca, który mógł, a jakże, po zakręceniu korbą maszyny przyciągać drobne przedmioty, ale Bose elektryzował publicznie i piękne młode damy ustawiając je na specjalnym izolującym stołeczku, a one mogły – po zakręceniu korbą – razić prądem starających się pocałować je młodych kawalerów. Mógł także zapalać alkohol w kieliszku używając drobnej iskry wylatującej z końca metalowego ostrza podłączonego drutem do maszyny elektrostatycznej, mógł elektryzować wodę i inne płyny i przyciągać je, bądź odpychać. Eksperymenty te spowodowały znaczny wzrost zainteresowania nauką o elektryczności wśród szerokich mas. Aby jednak pokazać jakikolwiek efekt, niezbędne było stałe kręcenie korbą. Marzeniem eksperymentatorów było zmagazynowanie elektryczności w jakimś urządzeniu, z którego można by ja pobrać w odpowiedniej chwili. Przy braku słusznej teorii, poszukiwania swoje prowadzili oni po omacku. Ktoś, nie wiadomo kto, zauważył, że wiszący chłopiec, czy izolowana panienka dają solidniejsze iskry niż maszyna elektrostatyczna sama z siebie. Przyjęta ad hoc teoria mówiła, że im większa jest masa ciała podłączonego do maszyny, tym więcej elektryczności można w nim zmagazynować. Pozornie logiczne i właściwie w pewnym sensie niegłupie. Próbowano więc załadować elektryczność także do butelek z wodą. Każdy miał w domu butelkę i każdy miał wodę, a z chłopcami na linach i pięknymi pannami mógł być kłopot, zwłaszcza, jeśli doświadczenia trwały czas jakiś. Teoria o proporcjonalności ładunku do masy jakoś się jednak nie sprawdzała. Eksperymentatorzy załamywali ręce i wyrywali sobie włosy z głów i właśnie wtedy w dwóch odległych miejscach na świecie: w Lejdzie w Holandii i w Kamieniu Pomorskim (wtedy to były Prusy) niezależnie od siebie znaleziono właściwy sposób na przechowywanie elektryczności.

 

Pierwszy był Ewald Jürgen Georg von Kleist. Studiował on prawo w Lejdzie, gdzie też przysłuchiwał się wykładom znanego fizyka, Willema Jacoba 's Gravesande'a. Po powrocie w rodzinne strony, już jako dziekan kapituły katedry w Kamieniu Pomorskim, zaczął bawić się w naukę powtarzając doświadczenia Bosego. Próbował załadować elektryczność do małej buteleczki przez wbitą w korek igłę podłączając ją do maszyny elektrostatycznej. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, dzięki któremu von Kleist znalazł swe miejsce w historii fizyki, jego buteleczka była nieduża i mógł ją cały czas, podczas ładowania, trzymać w ręce, a w tym właśnie tkwiła cała tajemnica, choć von Kleist nic o tym nie wiedział.

Woda, czy opary alkoholu na wewnętrznych ściankach buteleczki tworzyły jedną z elektrod pierwszego praktycznego kondensatora. Igła przebita przez korek łączyła ją ze światem zewnętrznym. Drugą z elektrod była dłoń von Kleista odprowadzająca indukowany na niej ładunek “do ziemi”. Maszyna elektrostatyczna podłączona do igły ładowała kondensator, który pozostawał naładowany długo jeszcze po tym, jak przestano korbą kręcić, a gdy nieostrożnie von Kleist dotknął drugą ręką igłę, zamknął obwód i ładunki gwałtownie przepływały poprzez jego ciało z jednej elektrody do drugiej. Efekt można nazwać piorunującym.

Von Kleist nie bardzo zdawał sobie sprawę z wagi swojego odkrycia. Do pierwszego „porażenia prądem” doszło w Kamieniu Pomorskim 11 października 1745 roku, a dopiero 4 listopada von Kleist poinformował o tym oficjalnie Johanna Nathanaela Lieberkühna członka Niemieckiej Akademii Nauk i Royal Society i to od niego dowiedział się dopiero, jak niezwykłe i ważne jest jego odkrycie. Niezwłocznie, 28 listopada, napisał do Johanna Heinricha Wincklera z Uniwersytetu w Lipsku, wybitnego specjalisty od elektryczności, który całkiem niedawno, bo w maju wykrzesał iskrę ze swojego palca i zapalił nią nie tylko wysokoprocentowy spirytus, jak Bose, ale także francuski koniak, a i wódkę – też ciekawy eksperyment chętnie pewnie potem powtarzany w towarzystwie. Poza Wincklerem napisał także do Paula Swietliskiego, ważnej osobistości z Gdańska, a w grudniu jeszcze do Johhana Gottloba Krügera z Königlich-Preußische Akademie der Wissenschaften w Halle nad Soławą, który badał swego czasu, jak liście maków poddane działaniu elektryczności zmieniają kolor z czerwonego na biały, a do historii przeszedł jako współtwórca współczesnej elektroterapii. Wszyscy ci uczeni próbowali powtórzyć eksperyment von Kleista, ale jakoś im się nie udawało. Być może krótki opis sporządzony przez niego był zbyt lakoniczny, a może nie przyłożyli się należycie. Pierwszemu, któremu się to udało był Daniel Gralath, późniejszy burmistrz Gdańska, a stało się to dopiero 5 marca 1746 roku.

 

 

 

A na uniwersytecie w Lejdzie pracował tymczasem Petrus van Musschenbroek, student wspomnianego 's Gravesande'a, słuchacz wykładów Newtona, poważny fizyk i szef katedry matematyki. On także poświęcał dużo uwagi zabawom z butelką – oczywiście studiując elektryczność. Przez dłuższy czas nic oryginalnego mu jednak z tego nie wychodziło, aż do chwili, gdy odwiedził go niejaki Andreas Cunaeus jego asystent, niektórzy mówią, że nawet przyjaciel (choć prawnik), inni twierdzą, że po prostu student. Niewiele, a właściwie nic nie wiemy o przeszłości i dalszych losach Cunaeusa, choć to on prawdopodobnie doznał pierwszego w Holandii elektrowstrząsu. A wszystko przez to, że wziął raz do ręki ładowaną właśnie butelkę. Potem wypadki potoczyły się tak, jak u von Kleista. Bolało! O swoim odkryciu van Musschenbroek poinformował niezwłocznie, 20 stycznia 1746 roku, René Antoine Ferchault de Réaumura (tego od skali termometrycznej), członka Francuskiej Akademii Nauk, Royal Society w Londynie i Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk, a ten przedstawił wyniki prac van Musschenbroeka członkom Akademii Paryskiej. Stało się to w kwietniu 1746 roku. Urządzeniu do przechowywania elektryczności Musschenbroeka nadano, za sprawą Jean-Antoine Nolleta francuskiego fizyka, eksperymentatora, wytwórcy i sprzedawcy sprzętów laboratoryjnych dla ludzi bogatych i ciekawych świata, handlową nazwę butelka lejdejska i nazwa ta przyjęła się.

Kto więc wynalazł kondensator? Może nie jest to aż takie ważne, przecież są to w końcu tylko dwie blaszki w niewielkiej od siebie odległości. A poza tym każdy może zrobić sobie sam bez trudu własną butelkę lejdejską.

Tadeusz Wibig. Wynalezienie kondensatora. Petrus van Musschenbroek (1692 – 1761) i Ewald Jürgen Georg von Kleist (1700 – 1748) . Fizyka w Szkole 1/2020

W numerze znajdziecie też ćwiczenie domowe - Butelka lejdejska