ASPress - czasopisma pedagogiczne


ARCHIWUM WYDAŃ CYFROWYCH


Zbiór 52 felietonów poświęconych współczesnej Polsce, Polakom, polityce, roli telewizji i mediów we współczesnym świecie, globalizacji i konsekwencji wynikającej z naszego otwarcia na świat.
Wydanie w postaci pliku PDF
Cena 10 zł.
Zamów


Książka o podróżach, poznawaniu, odkrywaniu i podbijaniu świata, o pokonywaniu kolejnych horyzontów ludzkiego rozwoju. Ludzie wędrują od wieków, zawsze chcieli zobaczyć, co jest za kolejną rzeką, górą, morzem, za nowym horyzontem. Ta wędrówka pozwoliła najpierw poznać naszą planetę, a dziś już zaprowadziła człowieka poza granice Układu Słonecznego. Kim są ci, którzy zmieniają historię świata? Dlaczego Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę, a Mikołaj Kopernik „poruszył” Ziemię?
Wydanie w postaci pliku PDF.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydanie drukowane



Historia powstania  * Dane techniczne * Słynne rajdy * Rozwiązania konstrukcyjne

Pierwszy pojazd z napędem na obie osie skonstruowano w 1824 r. a więc ponad pól wieku wcześniej od samochódu. Jednak dopiero wojskowi amerykańskiej armii jako pierwsi chcieli mieć pojazd, który pojedzie każdą drogą, pokona głębokie rowy  i wyposażony będzie we wciągarkę, tak by mógł poruszać się w każdym terenie.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydania specjalne "Geografii w Szkole"

2011

2010

2009

2008


Zamów


Ebooki 


Więcej

Delta Dunaju - europejski unikat

Europejska Amazonia

 

Prom odpływa punktualnie. Nie można się spóźnić, bo następny będzie za 24 godziny. W skrajnych przypadkach trzeba czekać trzy dni w Tulczy – hałaśliwym, nieciekawym, portowym mieście. Statek mija ogromne nabrzeżne hotele, zapomnianą stocznię z przerdzewiałymi wodolotami, gdzieś między blokami majaczy zabytkowy minaret – region do 1878 roku należał do Turcji. 
 
Kilka kilometrów za Tulczą mijamy blaszany, charakterystyczny znak z pelikanem, witający przyjezdnych w delcie Dunaju. Największa po delcie Wołgi, nazywana jest nieco na wyrost europejską Amazonią, delta rzeczna na kontynencie. Podobieństwem jest bez wątpienia fakt, że głównym, a na większości obszaru jedynym środkiem transportu są tu do dziś jednostki pływające. Według Herodota w starożytności uchodząca do Morza Czarnego potężna rzeka dzieliła się ponoć na siedem odnóg. Obecnie dzieli się na trzy – św. Jerzy, Sulina i Kilia. Dwa pierwsze leżą na terenie Rumunii. Trzecia, wysunięta najbardziej na północ jest jednocześnie granicą z Ukrainą. Obszar między nimi to (wciąż powiększające się za sprawą mułu niesionego przez rzekę) 3,5 tysiąca km kwadratowych bagien, trzcinowisk, kanałów, jezior z rzadka tylko zamieszkanych przez ludzi.
 
Sulina – miasto regionu
Ocenia się, że po rumuńskiej stronie żyje zaledwie 20 tysięcy osób, z czego niemal 5 tysięcy w największej i najważniejszej miejscowości – Sulinie, która leży u ujścia odnogi o tej samej nazwie. Dziś nieco zapomniane miasteczko zrobiło oszałamiającą karierę w II połowie XIX wieku. Mieściła się tutaj Europejska Komisja Dunaju, międzynarodowa organizacja zarządzająca żeglugą w delcie. Kursujące tędy statki wywoziły w świat rumuńskie zboże. W najlepszych czasach miasta w Sulinie mieszkali przedstawiciele dwudziestu kilku narodowości m.in. Grecy, Rumuni, Turcy, Żydzi, Ormianie, Rosjanie, Niemcy, Duńczycy i Polacy zaś 7 państw miało tu konsulaty. Po złotych latach pozostał jedynie podupadły budynek Komisji i wielonarodowy cmentarz. Dziś mieszkańcy żyją głównie z rybołówstwa i turystów. Codzienny (w sezonie) prom z Tulczy oczekiwany jest na nabrzeżu przez tłum ludzi. Jedni chcą odebrać zamówione towary (tak, całe zaopatrzenie dostarczane jest rzeką), inni zaś oferują kwatery, łódki lub usługi przewodnickie.
 
Unikalne bogactwo przyrodnicze
Naddunajska promenada zastawiona jest tablicami informującymi o wycieczkach w deltę. Po to wszak się tutaj przyjeżdża. Większość obszaru to jeden gigantyczny rezerwat przyrody, wpisany na Listę UNESCO. To jeden z najlepszych ornitologicznych obszarów na kontynencie. Żyje tu ponad 300 gatunków ptaków m.in. dwa gatunki pelikana, ibisy, kormorany małe, kilka typowo południowych gatunków czapli i kaczek. Zimą z dalekiej Syberii przylatują tu setki tysięcy gęsi – bernikli rdzawoszyich. Ilości ptactwa robią wrażenie nawet, jeśli nie jest się ornitologiem. Przedsmak bogactwa tutejszej przyrody widać już z promu, ale największych wrażeń dostarczają dopiero przejażdżki małymi łódkami po wąskich kanałach i ogromnych jeziorach w głębi delty. Tutejsze ekosystemy nie opierają się zresztą wyłącznie na wodzie. Między odnogami Sulina i Kilia leży duży, pierwotny las Letea. Jego przyrodnicze znaczenie doceniono już w 1938 roku, gdy stał się on pierwszym rezerwatem przyrody w Rumunii. Wizytówką Letei są zdziczałe konie. Wieść niesie, że pochodzą one z zamykanych po upadku komunizmu kołchozów. Doskonale poradziły sobie na wolności i obecnie stronią od ludzi.
Po stronie rumuńskiej w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki leżą dwa kompleksy wzgórz – Bestepe oraz Macin (już poza samą deltą). Macin to właściwie niewysokie góry, mierzące najwyżej 467 m n.p.m. To jedno z najstarszych pasm górskich w Rumunii, o całkowicie innym charakterze niż dominujące w kraju Karpaty. Z pokrytych stepową roślinnością i zerodowanymi skałami wierzchołków rozciąga się fantastyczny widok na odnogi Dunaju, Dobrudżę oraz ogromne jeziora po stronie ukraińskiej, położone na terenach zalewowych Dunaju – Jałpug (149 km2) i Kahuł (90 km2).
 
Życie w delcie
Na południe od właściwej delty step spotyka się z Morzem Czarnym, a dokładniej z płytkimi lagunami Sinoe i Razim, wliczanymi niekiedy w jej obszar. Leżą tu ruiny starożytnego greckiego miasta Histria. Założone ok. VII w. p.n.e. było ważnym ośrodkiem handlowym i zostało opuszczone dopiero 1400 lat później, pod naciskiem Słowian i Awarów. Jednak już wcześniej traciło na znaczeniu. Osady niesione przez Dunaj zamulały port, który nie mógł już przyjmować większych statków.
Życie w delcie i dzisiaj nie należy do najłatwiejszych. Owszem, na głównej „autostradzie”, czyli odnodze Sulina wciąż jest duży ruch. Pływają tędy statki do portów w Braile, Gałaczu i mołdawskim Giurgiuleşti, zdarzają się wycieczkowce, pokonujące drogę wodną aż z Wiednia. Bliżej stąd do jakiejkolwiek poważniejszej cywilizacji (choć nawet karetki pogotowia muszą zmierzyć się z nurtem rzeki by dotrzeć do chorego). Inaczej jednak wygląda sytuacja w porozrzucanych po interiorze wsiach (jest ich 27). Tutejsi mieszkańcy żyją z rybołówstwa i tego, co uda im się zasadzić na wyżej położonych kawałkach ziemi. Niektórzy zakładają agroturystyczne pensjonaty nastawione na wędkarzy (delta to raj nie tylko dla miłośników ptaków). W bardziej odległych wioskach domy wyglądają jak sprzed kilkuset lat – budowane ze zmieszanej z gliną trzciny. Jedynymi okazalszymi budynkami są cerkwie. Te wsie zamieszkane są często przez Lipowan – rosyjskich, długobrodych staroobrzędowców, którzy przybyli na te tereny w XVIII wieku i nieźle zaadaptowali się do ciężkich warunków.
Periprawa to jedno z miejsc, do których doskonale pasuje wyświechtany frazes koniec świata. Nawet w sezonie prom z Tulczy przybywa tu jedynie trzy razy w tygodniu. Po drugiej stronie rzeki błyszczą złote kopuły cerkwi św. Mikołaja w Wilkowie. To już Ukraina. Periprawa kryje w sobie jeden z bardziej ponurych faktów z historii Rumunii. W okresie komunizmu było tu więzienie dla dysydentów. Towarzysze doskonale przemyśleli lokalizację. Wokół bagna, więc uciekać nie ma gdzie, zaś próba przepłynięcia Dunaju skończyłaby się zapewne zastrzeleniem przez pograniczników. Ci, którzy odbyli wyrok, zmuszani byli do osiedlenia się w pobliżu. O ile przeżyli, nie każdy bowiem przeżywał tutejsze warunki. Były komendant więzienia został w tym roku skazany za przyczynienie się do śmierci 103 osób. Tyle mu udowodniono.
W powszechnej świadomości delta Dunaju kojarzona jest z Rumunią. Oczywiście, na terenie tego kraju znajduje się znaczna część obszaru (3,5 tys. km² z nieco ponad 4 tys.) i najważniejsze atrakcje regionu, ale warto pamiętać, że niewielka, choć również ciekawa część leży po stronie ukraińskiej. O ile naddunajskie porty Kilia i Izmaił trudno zaliczyć do miast delty (choć sam Izmaił ma długą i ciekawą historię, był m.in. ważną twierdzą turecką) to klimat podobny, jak po rumuńskiej stronie, można znaleźć w Wilkowie.
Wilkowo, leżące nad północną odnogą Dunaju, około 30 kilometrów od jej ujścia nazywane jest ukraińską Wenecją. W połowie XVIII wieku Lipowanie założyli tu miasto na wyspach wykorzystując naturalne kanały i przekopując sieć własnych. Obecnie część dawnych kanałów zasypano, ale niektóre pozostały i wciąż są przy nich tabliczki z nazwami ulic. Do wilkowskiego starego miasta nie można dostać się inaczej niż wodą. Każdy tu ma łódkę. Pływa się nią do centrum po zakupy, wykorzystuje w celu wydojenia krowy, żyjącej półdziko na sąsiedniej wysepce, nawet do ogródków trzeba dopłynąć. Wydaje się, że ukraińska część delty zachowała bardziej prawdziwy charakter, w przeciwieństwie do często odwiedzanej przez turystów części rumuńskiej.
Oczywiście tutaj też ktoś bywa, o ile nie przestraszy go stan dróg dojazdowych. Dla odwiedzających są zaplanowane takie atrakcje jak wizyta (oczywiście łódką) w tradycyjnym lipowańskim gospodarstwie na wyspie czy w kolonii pelikanów (ptactwa jest po tej stronie granicy zauważalnie mniej). Jednym z symboli ukraińskiej delty jest kilometr 0. Jak mówią miejscowi pomnik początku czy też końca rzeki. Dodają z satysfakcją, że to jedyny pomnik na świecie, który co roku zmienia położenie (delta się stale powiększa).
Jeszcze jednym, wybitnie ciekawym, choć niedostępnym obecnie miejscem w okolicy jest leżąca 40 kilometrów od brzegu Wyspa Węży. Maleńki, skalisty kawałek lądu o powierzchni poniżej 1 km² był przedmiotem zażartego ukraińsko-rumuńskiego sporu terytorialnego, który oparł się aż o Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze. Sprawę ostatecznie wygrała Ukraina, przy czym nie chodziło jej o samą wyspę, ale o bogate w gaz ziemny i ropę naftową wody terytorialne. Obecnie mieszka tu stale kilkadziesiąt osób, głównie naukowców i pograniczników. Dla osób z zewnątrz wyspa jest od roku, ze względu na sytuację na Ukrainie, zamknięta.
 
Izolowany obszar Europy
Delta się zmienia. Nastawia się na turystów, komercjalizuje się. Wciąż jednak pozostaje jednym z najdzikszych miejsc w Europie (a przynajmniej na terenie UE). Dość trudno się tu dostać, zaś o bezpośrednim przedostaniu się z rumuńskiej części na ukraińską w ogóle nie ma mowy. Logistyczne trudności na terenie delty zamiast odstraszać, przyciągają co bardziej wytrwałych, a co za tym idzie, świadomych potrzeby ochrony tutejszej przyrody odwiedzających. Mimo pewnych problemów ekologicznych (port w Giurgiulesti, kanał Bystre po stronie ukraińskiej) nie widać tu szczególnych zmian na gorsze. Pelikany wciąż co roku przylatują. Pozostaje mieć nadzieję, że przyroda na tak wielkim i niegościnnym obszarze obroni się sama. Łódki lipowańskich rybaków nie są przecież żadnym zagrożeniem.
 
Autor: Mateusz Żemła, „Geografii w Szkole” 5/2016.
Fot. Fotolia