ASPress - czasopisma pedagogiczne


ARCHIWUM WYDAŃ CYFROWYCH
       
Język Niemiecki



Wydania z lat 2009-2016 dostepne są w wersji elektronicznej jako pliki PDF. Są one identyczne z wersjami drukowanymi. Jednakże nie zawierają materiałów, które były na płytach CD/DVD dołączanych do niektórych wydań drukowanych.
W wersji drukowanej dostepne jest tylko jedno wydanie - 3/2016.
Więcej


Zbiór 52 felietonów poświęconych współczesnej Polsce, Polakom, polityce, roli telewizji i mediów we współczesnym świecie, globalizacji i konsekwencji wynikającej z naszego otwarcia na świat.
Wydanie w postaci pliku PDF
Cena 10 zł.
Zamów


Książka o podróżach, poznawaniu, odkrywaniu i podbijaniu świata, o pokonywaniu kolejnych horyzontów ludzkiego rozwoju. Ludzie wędrują od wieków, zawsze chcieli zobaczyć, co jest za kolejną rzeką, górą, morzem, za nowym horyzontem. Ta wędrówka pozwoliła najpierw poznać naszą planetę, a dziś już zaprowadziła człowieka poza granice Układu Słonecznego. Kim są ci, którzy zmieniają historię świata? Dlaczego Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę, a Mikołaj Kopernik „poruszył” Ziemię?
Wydanie w postaci pliku PDF.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydanie drukowane



Historia powstania  * Dane techniczne * Słynne rajdy * Rozwiązania konstrukcyjne

Pierwszy pojazd z napędem na obie osie skonstruowano w 1824 r. a więc ponad pól wieku wcześniej od samochódu. Jednak dopiero wojskowi amerykańskiej armii jako pierwsi chcieli mieć pojazd, który pojedzie każdą drogą, pokona głębokie rowy  i wyposażony będzie we wciągarkę, tak by mógł poruszać się w każdym terenie.
Cena 10 zł.
Zamów

Wydania specjalne "Geografii w Szkole"

2011

2010

2009

2008


Cena kompletu wydań 50 zł
Cena jednego wydania 10 zł
Zamów



Nowość!


Więcej

Najczęściej czytane

Turcja - turyści, imigranci i Kurdowie...


Kurdowie, żyjący w Turcji, Syrii, Iranie i Iraku to najliczniejszy na świecie naród, który nie posiada własnego państwa (jeśli nie liczyć młodej autonomii w Iraku). Z 25 milionów Kurdów połowa (12,5 miliona, czyli 15% ludności kraju) żyje w południowo-wschodniej Turcji. O ile w wieloetnicznym Imperium Osmańskim cieszyli się względną swobodą, to nacjonalistyczna Republika Turcji odmówiła im tożsamości.

Powstania kurdyjskich partyzantów ‒ peszmergów wybuchały już w latach 20. i 30. XX wieku, jednak najpoważniejszy konflikt toczył się od 1984 roku. Wtedy to walkę o niepodległość rozpoczęła PKK ‒ lewicowa Partia Pracujących Kurdystanu. Działania zbrojne objęły całą południowo-wschodnią Turcję i trwały aż do schwytania przywódcy PKK ‒ Abdullaha Ocalana. Uwięziony przez Turków zaapelował o zawieszenie broni, nierespektowane jednak przez wszystkich dowódców. Mimo to intensywność konfliktu znacznie zmalała, zaś Turcja, ubiegając się o członkostwo w Unii Europejskiej złagodziła nieco politykę wobec Kurdów. Niektóre kurdyjskie bojówki wciąż jednak walczyły, kryjąc się w bazach na terytorium irackiego Kurdystanu (autonomicznego od upadku reżimu Saddama Husajna) i stosując, niestety, już metody terrorystyczne ‒ zamachy bombowe na obiekty cywilne. Turcja w odpowiedzi bombardowała terytorium Iraku.

Warto pamiętać, że doświadczeni w partyzantce Kurdowie jako jedni z niewielu w regionie skutecznie walczą z ISIS, uznawanym za wroga także przez Turcję. Niedawne, krwawe zamachy w Stambule i Ankarze to jednak niestety również dzieło Kurdów ‒ przyznała się do nich ekstremistyczna grupa Sokołów Wolności Kurdystanu. Niewykluczone zresztą, że będzie dochodziło do kolejnych. W Turcji schroniło się kilka milionów uciekinierów przed trwającą już 5 lat syryjską wojną domową i jest pewne, że w takiej liczbie ludzi ukrywają się terroryści (co niestety robi fatalną renomę reszcie Syryjczyków, która chce po prostu spokojnie żyć).

Pisząc o politycznych problemach Turcji, warto wspomnieć również o Cyprze, który zamieszkany jest zarówno przez Greków jak i Turków. W roku 1974 turecka armia dokonała inwazji na północną część wyspy, dzieląc ją de facto na dwie części. Dziewięć lat później proklamowano niepodległość Cypru Północnego, choć państwo uznawane jest jedynie przez Turcję i prawdę mówiąc istnieje jedynie dzięki jej wsparciu. Granica między dwoma cypryjskimi państwami została zamknięta, zaś stolica wyspy ‒ Nikozja była miastem podzielonym zasiekami niczym Berlin.

Obecnie wzajemne stosunki uległy poprawie. Można podróżować z jednej strony na drugą, północ Cypru odkrywają touroperatorzy, zaś główną kością niezgody są nieruchomości, pozostawione przez Greków na północy. Pojawiają się nieśmiałe pomysły zjednoczenia wyspy, lecz obie strony przedstawiają wygórowane żądania. Wątpliwe zresztą, by Turcja zgodziła się na oddanie Cypru, gdzie utrzymuje silne bazy wojskowe. Granica Unii Europejskiej kończy się w jednej z dzielnic Nikozji. Być może ulegnie to zmianie, gdy do unijnych struktur dołączy Turcja.

Inne, ważniejsze mniejszości narodowe to zamieszkujący południe kraju Arabowie (1 mln, przynajmniej przed wojną w Syrii) oraz Czerkiesi, będący potomkami kaukaskich Czerkiesów wygnanych przez Rosję w II połowie XIX wieku (2,5 mln). Ormianie, którzy przed I wojną światową stanowili znaczny procent ludności, zostali wymordowani w 1915 roku. Obecnie mieszka ich w Turcji kilkadziesiąt tysięcy, między innymi ciekawa grupa zwana Hemsinli, żyjąca w górskich lasach przy granicy z Gruzją mówiąca dialektem ormiańskiego, ale wyznająca islam.

Potencjał turystyczny

Oblewana przez aż cztery morza (Czarne, Marmara, Egejskie, Śródziemne), Turcja jest jednym z popularnych kierunków wyjazdowych. Plasuje się w pierwszej dziesiątce krajów świata pod względem liczby odwiedzin. Oczywiście zainteresowanie turystów skupia się głównie na ciepłym wybrzeżu oraz atrakcjach zachodniej i środkowej Turcji.

Turcy przybyli do Azji Mniejszej stosunkowo niedawno, bo w XIII wieku. Wcześniej byli tu Grecy i Rzymianie, więc całe wybrzeże Morza Egejskiego i Śródziemnego usiane jest pamiątkami po nich. Świątynia Artemidy w Efezie, Pergamon czy Troja to główne atrakcje turystyczne tej części kraju. Warto wspomnieć o dwóch tureckich cudach natury ‒ białych jak śnieg tarasach trawertynowych w Pamukkale oraz Kapadocji.

Leżąca w centralnej Anatolii Kapadocja to unikalne formy skalne i wyrzeźbione w miękkim tufie domy oraz dawne kościoły ‒ siedziby pierwszych wspólnot chrześcijańskich przyciągają odwiedzających z całego świata. Podobny, księżycowy krajobraz można zobaczyć tylko w Kandovan na zachodzie Iranu, nie może się on jednak równać wielkością z turecką Kapadocją.

Wschód kraju nie jest popularnym kierunkiem. Kilkanaście lat temu odstraszała niestabilność rejonu, związana z działalnością kurdyjskiej partyzantki. Obecnie również zapuszczają się tam nieliczni turyści i to głównie ci, którzy podążają do Iranu czy Gruzji. Szkoda. Nie ma tu wprawdzie zabytków greckich czy rzymskich, za to są tureckie oraz ormiańskie.

Niewielkie, leżące pod Araratem miasto Doğubayazit obecnie ma znaczenie jako ośrodek transgranicznego handlu z Iranem, jednak w czasach osmańskich było głównym centrum administracyjnym wschodniej części Imperium. Tutejszy, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO pałac Ishaka Paszy stanowił ośrodek władzy ustępujący jedynie stambulskiemu Topkapi. Nad zamkniętą granicą z Armenią leży Ani ‒ dawna stolica państwa ormiańskiego. Mniej lub bardziej zrujnowane ormiańskie kościoły można spotkać w całej wschodniej Turcji ‒ m.in. na wyspie Ahtamar na jeziorze Wan.

Świeckie państwo

Islam w Turcji to ciekawe zagadnienie. Religię tę wyznaje 98% ludności kraju, ale nie ma tu znanego z innych krajów regionu fundamentalizmu. Oczywiście istnieją różnice kulturowe między Stambułem a prowincją, ale wszędzie można spotkać kobiety z odkrytymi głowami czy kupić alkohol. Turcja jest państwem świeckim. Na straży świeckości kraju stoi armia, która zawsze dużo tu znaczyła. Zważywszy na fakt, że to druga najsilniejsza armia NATO (po USA), sunniccy radykalni duchowni nie mają zbyt wiele do powiedzenia (…)

Turcja obecnie

Współczesna Turcja odgrywa kluczową rolę w Europie. To przez jej teren przedostają się do Unii Europejskiej setki tysięcy imigrantów i to Turcja jest w stanie ich zatrzymać. Oczywiście za odpowiednią cenę. Póki co są to olbrzymie pieniądze, przeznaczone na uszczelnienie granic oraz na poprawę warunków życia syryjskich uchodźców, wszak ktoś będzie musiał wrócić do Syrii po wojnie. Czy jednak ceną za pomoc w rozwiązaniu kryzysu nie stanie się przyspieszenie negocjacji z Unią Europejską? Oczywiście, Turcja musi uporać się z kilkoma kwestiami ‒ Kurdami, Cyprem Północnym, uznaniem ludobójstwa Ormian.

Obawy budzi fakt, że Turcja to kraj islamski, ale przecież muzułmanie w Europie już są i jak pokazują niedawne wydarzenia z Paryża czy Brukseli, wieloletni rezydenci Unii potrafią być groźniejsi niż Turcy (póki co żaden Turek nie stał za zamachami). Należy pamiętać, że Turcja to potężna gospodarka i potężny rynek zbytu, więc, mówiąc brutalnie, przyjęcie jej do Unii Europejskiej może się zwyczajnie krajom Wspólnoty opłacać.

Więcej przeczytacie w artykule Mateusza Żemły „Turcja, kraj na dwóch kontynentach” w najnowszym wydaniu (3/2016) „Geografii w Szkole”.

Polskie powietrze - najgorsze w Europie?


Potrzeba ochrony środowiska staje się szczególnie wyraźna wtedy, kiedy naocznie możemy obserwować jego degradację. Sytuacja wygląda inaczej, jeżeli działania ochronne mają dotyczyć niewidocznych elementów środowiska, takich jak powietrze. Konieczność polepszenia jakości powietrza zwiększa się tym bardziej, im problem jego zanieczyszczenia staje się bardziej „widoczny”.
 
Problem zanieczyszczenia powietrza rokrocznie wraca do debaty publicznej wraz z nastaniem chłodniejszych dni i pełnym rozpoczęciem sezonu grzewczego. Szczególnie początek listopada dostarczył wielu doniesień o smogu i wielokrotnym przekroczeniu limitów zanieczyszczeń powietrza m.in. w Krakowie, wielu miastach Górnego Śląska, Legnicy i praktycznie we wszystkich większych aglomeracjach w kraju. Sytuacja skłania do przyjrzenia się bliżej temu problemowi, tym bardziej, że już na początku roku Polska otrzymała upomnienie od Komisji Europejskiej za niespełnianie wymogów jakości powietrza, a większość „smogowych” miesięcy jest jeszcze przed nami.
 
Dlaczego kontrolować powietrze?
Przez pojęcie jakości powietrza rozumie się jego stan oparty na składzie chemicznym, określanym na podstawie stężenia kilku wskaźnikowych zanieczyszczeń. Do najważniejszych należą: pył o różnej średnicy cząstek (10 i 2,5 mikrometra, odpowiednio: PM10 i PM2,5), dwutlenek siarki (SO2), ozon (O3), dwutlenek azotu (NO2) oraz benzo(a)piren – B(a)P, jeden z tzw. wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych. Rozporządzenie ministra środowiska określa dopuszczalne stężenie tych substancji, które mierzone są przez sieć posterunków Państwowego Monitoringu Środowiska (90 stacji i ponad 500 punktów pomiarowych) zwykle na wysokości ok. 2 m, czyli w strefie, w której oddychamy. 
Wyniki pomiarów i ustalane limity podawane są najczęściej w przeliczeniu na mikrogramy na metr sześcienny powietrza. Punktem odniesienia pomiarów, oprócz wspomnianej normy ustawowej, są również, między innymi, wskazania Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Europejskiej Agencji Środowiskowej (EEA) oraz dyrektyw unijnych takich jak dyrektywa CAFE (ang. Clean Air for Europe) w sprawie jakości powietrza i czystego powierza dla Europy.
Stałe badanie jakości powietrza ma ogromne znaczenie. Badania medyczne wskazują, że oddychanie powietrzem zanieczyszczonym wpływa na skrócenie długości życia, powoduje choroby układu nerwowego, krążenia i dróg oddechowych, a także wywołuje alergie, nowotwory i zaburzenia w przebiegu ciąży. Szacuje się, że przebywając na wolnym powietrzu w większych polskich miastach przez godzinę dziennie otrzymujemy taką samą dawkę benzo(a)pirenu co osoba wypalająca około pięciu papierosów na dobę. Z kolei według europejskiej organizacji HEAL, zły stan sanitarny powietrza przyczynia się w Polsce do zgonu nawet 45 tysięcy osób rocznie, a w skali Europy – 400 tysięcy osób. Negatywne skutki występowania tego typu zanieczyszczeń dotykają również innych organizmów żywych oraz całych ekosystemów, a nawet wytworów sztucznych i materiałów budowlanych (np. przyspieszenie niszczenia metali czy niektórych kruszyw naturalnych). 
Poprawa stanu środowiska na tym polu ma też wymiar czysto finansowy ‒ ocenia się, że obniżenie zanieczyszczenia powietrza spowodowałoby zmniejszenie kosztów pośrednich (przeznaczanych na ochronę środowiska, leczenie chorób, urlopów zdrowotnych) i zaoszczędzenie w samej tylko Małopolsce prawie 3 miliardów złotych rocznie. Tymczasem za przekraczanie unijnych norm stężenia substancji szkodliwych, na Polskę mogą zostać nałożone sankcje pieniężne sięgające nawet 4 miliardów złotych.
 
Polskie realia, czyli miejski smog i niska emisja
Według standardów unijnych mieszkańcy obszarów miejskich naszego kontynentu są najbardziej narażeni na oddziaływanie pyłu zawieszonego, O3, NO2 i B(a)P, co dotyczyć może nawet jednej trzeciej mieszkańców miast, a zgodnie z zaleceniami WHO, nawet 76-96% populacji miejskich. Znajduje to swoje odzwierciedlenie w obecnym stanie jakości polskiego powietrza, który nie przedstawia się najlepiej. Według Europejskiej Agencji Środowiska nasz kraj razem z Bułgarią zajmuje niechlubne ostatnie miejsce pod względem czystości powietrza w Europie.
Dla Polski główny problem stanowią powszechne, nawet kilkukrotne przekroczenia stężeń B(a)P oraz pyłu zawieszonego, zwłaszcza PM2,5. W ujęciu przestrzennym najlepszą jakość powietrza odnotowywano w Polsce północnej, zwłaszcza w województwach zachodniopomorskim, warmińsko-mazurskim i podlaskim, natomiast najgorszą na południu kraju, zwłaszcza w województwie śląskim i małopolskim (Górny Śląsk, okolice Krakowa, aglomeracja Rybnicko-Jastrzębska). Ponadto na tle kraju negatywnie wypadają aglomeracja łódzka i warszawska, strefa dolnośląska oraz Bielsko-Biała. Na ponad 60 zmonitorowanych miast Polski jedynie sześć znalazło się w granicach normy jakości powietrza: Gdańsk, Elbląg, Koszalin, Zielona Góra, Olsztyn i Wałbrzych. Wśród najbardziej zanieczyszczonych miast niepodzielnie króluje Kraków (limity stężeń przekroczone przez 150 dni w roku), a za nim: Nowy Sącz, Rybnik, Gliwice, Zabrze, Sosnowiec i Katowice.
Czynnikiem łączącym wymienione miejscowości, czy nawet całe strefy zagrożone zanieczyszczeniem, jest duży udział gospodarstw jednorodzinnych i starych kamienic ogrzewanych paliwami stałymi oraz skoncentrowany i intensywny ruch samochodowy(...) 
 
Człowiek działa ‒ geografia decyduje
Zmiany stężenia szkodliwych substancji w powietrzu w ciągu roku oraz przestrzenne zróżnicowanie ich występowania znajduje swoje uzasadnienie, oprócz bezpośredniego wpływu człowieka, również w czynnikach geograficznych. W około 70 procentach za sytuację kumulacji zanieczyszczeń w powietrzu odpowiadają aktualne warunki meteorologiczne, zwłaszcza w niektórych regionach (województwa mazowieckie, małopolskie, opolskie i śląskie). Szkodliwy wpływ niskiej emisji przypada zwłaszcza na okres grzewczy, czyli jesienno-zimowy. W tym czasie obecność bezwietrznej, wyżowej pogody o insolacyjno-radiacyjnym rozkładzie temperatur dobowych nie daje warunków wentylacji powietrza. Towarzyszące im okresy bezopadowe, mogące występować również w warunkach napływu mas suchego powietrza w lecie, uniemożliwiają wypłukiwanie unoszących się w powietrzu pyłów (najmniej opadów notuje się w lutym). W warunkach bezwietrznej, chłodnej pogody występują niskie wartości tzw. warstwy mieszania, czyli możliwości pionowego rozpraszania zanieczyszczeń, której zasięg wynosić może od kilkudziesięciu do kilku tysięcy metrów, a która w warunkach przygruntowej inwersji temperatury uniemożliwia pionowe ruchy powietrza. Tego typu sytuacja wietrzno-termiczna powoduje wzrost koncentracji zanieczyszczeń, również w nocy, a w miesiącach ciepłych przy temperaturze powyżej 25oC odpowiada za występowanie w miastach smogu fotochemicznego (smogu typu Los Angeles) o zwiększonej koncentracji szkodliwego ozonu.
Istotnym czynnikiem środowiskowym w kumulacji zanieczyszczeń powietrza jest również ukształtowanie terenu: zimniejsze, cięższe powietrze spływa do wszelkiego rodzaju obniżeń (np. dolin, kotlin śródgórskich), zatrzymując przy ziemi zanieczyszczenia emitowane z ruchu komunikacyjnego czy gospodarstw domowych (...)
Rachunek zaniedbań i szans
Opublikowane w ostatnim czasie raporty dotyczące stanu sanitarnego powietrza w Polsce wskazują, że kroki podejmowane w celu jego polepszenia są niewystarczające. Stan powietrza pod względem najczęściej występujących zanieczyszczeń w ostatnich latach nie uległ poprawie i wciąż znacząco odbiega od standardów europejskich, głównie przez powszechne przekraczanie stężenie PM10 i B(a)P spowodowane niską emisją. To właśnie jej ograniczenie uznaje się obecnie za priorytetowy kierunek programów poprawy jakości powietrza. Szacuje się, że nawet 70% domów jednorodzinnych opalane jest węglem, a w warunkach domowych nagminnie palone są śmieci i paliwa o złych parametrach (w tym biomasa jako alternatywa dla węgla), zaś stosowane piece i kotły niejednokrotnie pracują w sposób nieefektywny. Powszechna jest również praktyka instalacji starych kotłów górnego spalania o wysokiej emisyjności oraz kupowanie tańszych paliw gorszej jakości, co wynika przede wszystkim ze względów ekonomicznych (...)
 
Inne rozwiązania
Borykając się z problemem zanieczyszczonego powietrza w Polsce warto skorzystać z innych, powszechnych praktyk, jakie możemy zobaczyć u naszych europejskich sąsiadów. W wielu większych miastach funkcjonują strefy ograniczonej emisji komunikacyjnej, do których prawo wjazdu mają tylko pojazdy spełniające wymogi emisji spalin. Innymi rozwiązaniami w celu odciążenia komunikacyjnego miast jest rozbudowa obwodnic oraz rozbudowa infrastruktury rowerowej i, niestety, rozbudowa droższych stref płatnego parkowania w celu skłonienia mieszkańców do korzystania z transportu publicznego. Nie bez znaczenia jest też racjonalna gospodarka przestrzenna, zwłaszcza obszarów miejskich. Niezwykle ważne jest pozostawianie w obrębie obszarów o gęstej i wysokiej zabudowie terenów zielonych i niezabudowanych, które pełnią znaczącą rolę w procesie naturalnej wentylacji miast. Przykładem może być np. Sztokholm, gdzie istotnym elementem planowania przestrzeni miejskich jest powszechny i bliski dostęp do stref zieleni. Kluczowe wydaje się promowanie obywatelskiego nastawienia do troski o jakość powietrza, za czym może iść wybieranie odpowiednich systemów grzewczych lub stosowanie odnawialnych źródeł energii. Wymaga to jednak odpowiedniego systemu wsparcia finansowego (...)
 
Więcej przeczytacie w artykule Krzystofa Trojana „Polskie powietrze najgorsze w Europie? W wydaniu 6/2015 „Geografii w Szkole“.


Jak stare są polskie góry?

 



Obiegowa opinia głosi, że najstarszy polski masyw górski to Góry Świętokrzyskie, młodsze są Sudety, natomiast najmłodsze – Karpaty. Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana.
 
Powielany w wielu podręcznikach pogląd ma swoje źródło w nazewnictwie i datowaniach trzech najbardziej znanych zdarzeń górotwórczych (orogenez), które miały miejsce na terenie Europy w ciągu ostatniego pół miliarda lat. Są nimi orogeneza kaledońska, waryscyjska (hercyńska) oraz alpejska. Pierwsze dwa z tych wydarzeń miały miejsce w dalekiej przeszłości geologicznej, stąd też nie można ich wiązać z powstaniem współczesnych łańcuchów górskich. I to jest właśnie źródło błędu, który można łatwo popełnić, zastanawiając się nad wiekiem polskich gór.
 
Góry i górotwory
Kluczowe dla zrozumienia genezy masywów górskich znajdujących się na terenie naszego kraju jest rozróżnienie dwóch pojęć: gór oraz górotworu (orogenu). Pierwszy termin odnosi się do formy ukształtowania terenu. Drugi dotyczy budowy geologicznej obszaru, który podlegał niegdyś ruchom górotwórczym. Górotwory mogą znajdować się na obszarach, które dzisiaj są górami, wyżynami, nizinami, a nawet dnem morza szelfowego, a ich ślady znajdowane są zarówno na powierzchni, jak i w głębokich otworach wiertniczych.
Wypiętrzanie i fałdowanie skał w trakcie ruchów górotwórczych wiąże się z powstawaniem wypukłych form ukształtowania terenu. Nierzadko są to bardzo wysokie łańcuchy górskie. Ulegają one działającym nieustannie procesom wietrzenia oraz erozji. Te pierwsze powodują rozpad skał na mniejsze fragmenty oraz na pojedyncze ziarna minerałów. Jest to efekt działania wielu zjawisk fizycznych, chemicznych, a także związanych z obecnością organizmów. Czynniki fizyczne to przede wszystkim destrukcyjny wpływ zmian temperatur oraz wilgotności – na przykład rozsadzanie skał przez wielokrotnie zamarzającą i rozmarzającą wodę. Procesy chemiczne mają związek z rozkładem niektórych minerałów poprzez ich wchodzenie w reakcję ze związkami rozpuszczonymi w wodzie (na przykład dwutlenkiem węgla). Organizmy żywe mogą z kolei oddziaływać na skałę zarówno w sposób mechaniczny (fizyczny), jak i chemiczny.
Procesy erozji są z reguły wtórne w stosunku do wietrzenia i wiążą się z odprowadzaniem pojedynczych ziaren lub całych fragmentów skał. Medium powodujące to przemieszczanie materii mogą stanowić: siła grawitacji, woda (rzeczna, morska), wiatr, lód, a także organizmy żywe. W połączeniu z procesami wietrzenia prowadzi to do całkowitego zniszczenia, czyli zrównania gór. Po kilkudziesięciu milionach lat nawet najwyższe łańcuchy górskie stają się monotonnymi wyżynami, nizinami, czasami nawet dnem morza.
Nieustanne oddziaływanie procesów wietrzenia i erozji powoduje, że na świecie nie ma starych gór, pamiętających czasy orogenez kaledońskiej i waryscyjskiej. Owszem, gdzieniegdzie w tych samych miejscach mogły powstać kolejne łańcuchy górskie. Ich geneza będzie jednak związana z o wiele młodszymi procesami, niemal współczesnymi w geologicznej skali czasu.
 
Ślady dawnych gór
Skoro nie ma starych gór, to skąd geolodzy wiedzą o ich istnieniu? Choć wiele dawnych masywów górskich zniknęło z powierzchni Ziemi, to nie wszystkie budujące je skały uległy zniszczeniu. Procesy wietrzenia i erozji sięgają zazwyczaj tylko do pewnej głębokości, określonej podstawą erozyjną sieci rzecznej, która odprowadza produkty rozpadu skał oraz minerałów. Korzenie górotworu, czyli struktury geologicznej powstającej wraz z łańcuchami górskimi, sięgają jednak co najmniej kilka kilometrów głębiej. Badając je geolodzy są w stanie określić, kiedy na danym obszarze doszło do ruchów orogenicznych i wypiętrzenia nieistniejących już masywów (...)
 
Więcej przeczytacie w artykule Pawła Wolniewicza „Jak stare są polskie góry?“ w najnowszym wydaniu (2/2016) „Geografii w Szkole“.

 

Czy na Wyspach Owczych są owce?



 

Oczywiście, że tak. Jest ich 75-78 tysięcy, czyli znacznie więcej niż mieszkańców, których liczbę szacuje się na ok. 48 tysięcy. 
Może dziwić fakt, skąd tak dokładne dane na temat liczby owiec. Odpowiedź jest prosta: populacja tych zwierząt jest kontrolowana, aby zapewnić równowagę w przyrodzie. Reguły wypasu zostały określone już w XIII wieku (List Owczy) i do dzisiaj podlegają prawnym regulacjom. Ciekawostką jest stosowanie jedynej na świecie jednostki powierzchni: mørk – czyli obszaru, na którym można wykarmić 32 owce. Tym samym fizyczna wielkość mørk zależy od tego czy teren jest bardziej lub mniej górzysty, czy znajduje się na nim więcej trawy czy kamieni itp.
Ze względu na warunki naturalne, hodowla krów jest właściwie niemożliwa, więc baranina jest jedynym rodzajem mięsa rodzimego pochodzenia. Mięsa tego jest i tak zbyt mało, aby zaspokoić potrzeby mieszkańców. Dlatego w sklepach spotyka się częściej zamiast własnej, importowaną jagnięcinę z Islandii i… z Nowej Zelandii. Nic więc dziwnego, że podczas jesiennego uboju wykorzystuje się tutaj niemal każdą część barana czy owcy. Z wnętrzności są wytwarzane wędliny, barani łeb jest podobnie jak na Islandii narodową potrawą, a z rogów baranich wyrabia się pamiątki i przedmioty użytkowe. Wełna z żyjących tu owiec ma więcej lanoliny niż pochodząca z innych regionów świata. Dlatego swetry z tego surowca są podobno nieprzemakalne.
 
Gdzie to jest?
Drugie często zadawane pytanie brzmi: gdzie są te Wyspy Owcze (duń. Færøerne)? Przeciętny mieszkaniec naszego kontynentu będzie miał duże kłopoty z właściwą lokalizacją. Precyzując: archipelag, na który składa się 18 wysp wulkanicznych wyłania się z Morza Norweskiego, będącego częścią Oceanu Atlantyckiego. Wyspy Owcze leżą pomiędzy Norwegią (oddaloną ok. 600 km), Wielką Brytanią (oddaloną ok. 760 km) i Islandią (oddaloną ok. 420 km). Najbliżej – znajdują się Szetlandy (oddalone ok. 400 km). Za to do stolicy Danii – Kopenhagi, jest w linii prostej ponad 1300 km.
Administracyjną stolicą jest Thorshavn (16 tys. mieszkańców). Zamieszkałych jest 17 wysp, choć gęstość zaludnienia bywa bardzo zróżnicowana. Najwięcej mieszkańców mają wyspy: Streymoy i Eysturoy, ale są i takie, gdzie jest ich kilkudziesięciu, czy nawet kilku. Tylko na Lítla Dímun nie da się mieszkać, bo ta najmniejsza z wysp, przypomina piramidę z ostro spadającymi do wody zboczami. Oczywiście, każda porośnięta trawą powierzchnia jest wykorzystywana, więc i tu odbywa się wypas owiec, do których zaglądają od czasu do czasu ich właściciele.
 
Terytorium autonomiczne
Wyspy Owcze przez setki lat nie budziły wielkiego zainteresowania wśród władców północnych terytoriów. Pierwsze wzmianki z VII wieku wskazują, że było tu dobre miejsce do medytacji dla irlandzkich pustelników, a od początku IX w. zaczęli się tu osiedlać wikingowie. Od XI w. prawie do końca XIV w. stanowiły własność Norwegii, która w 1380 r. dostała się pod duńskie panowanie, a wraz z nią i zagubiony gdzieś na Atlantyku, archipelag. W 1814 r. Norwegia odzyskała niepodległość, ale Wyspy Owcze zostały przy Danii. W takich warunkach pojawiły się i szybko rozwinęły, ruchy nacjonalistyczne. Wyspy uzyskały autonomię, czego wyraźnym śladem było zarejestrowanie języka farerskiego i uznanie go jako urzędowy obok duńskiego. Większego znaczenia nabrały Wyspy Owcze podczas II wojny światowej, ze względu na strategiczne znaczenie w bitwie o Atlantyk. Miało to wpływ na rozszerzenie autonomii w 1948 r. Mieszkańcy Wysp mają własny 33-osobowy parlament i rząd. Działa kilka partii politycznych, które od lat nie mogą dojść do porozumienia przede wszystkim w najistotniejszej kwestii, czyli stosunku do niepodległości. W centrum Thorshavn stoi pomnik, który przedstawia scenę, jak mniejszy ptak przegania większego. Farerczycy wiedzą, że ten mniejszy – to ostrygojad – narodowy ptak Wysp Owczych. A ten większy? O tym się głośno nie mówi.
Wyspy niezwykłe
Co takiego niezwykłego przyciąga uwagę odwiedzających ten zakątek świata, bo opinie są skrajne: od zachwytu do lekceważącego milczenia? Przede wszystkim niedostępność. Brak zmasowanego ruchu turystycznego, stosunkowo niewiele połączeń lotniczych, a prom z Danii płynie tu 30 godzin! Pogoda na Wyspach jest nieobliczalna, a właściwie obliczalna: niemal codziennie pada deszcz i tylko w przerwach świeci słońce. Sami mieszkańcy mówią z sarkastycznym uśmiechem, że „lato było w tym roku w środę”. Latem temperatury nie dochodzą do 20 stopni, a zimą rzadko spadają poniżej zera. Przez cały czas wieje wiatr, który nieraz przybiera postać sztormu niszczącego domy, przewracającego samochody i łamiącego nieliczne, karłowate drzewa. Kiedy przejeżdża się przez największą wyspę Streymoy nie można oderwać wzroku od licznych wodospadów, które spływają z zielonych zboczy może nie tak spektakularnie jak na Islandii czy w Norwegii, ale za to pojawiają się co kilkadziesiąt metrów w formie szeroko rozlewających się strumieni.
Na drugą co do wielkości wyspę Eysturoy przejeżdża się przez most. Farerczycy z przymrużeniem oka podkreślają, że mają swój most nad Atlantykiem. W wielu fiordach można zauważyć wielkie kręgi poukładane na wodzie. To hodowle łososi i pstrągów. Przez wiele lat podstawą gospodarki na Wyspach było rybołówstwo. Spadek połowów w latach 70. i 80. ubiegłego wieku wywołał potężny kryzys, z którego Farerczycy wyciągnęli wnioski. Dziś tradycyjnym łowieniem ryb zajmuje się znacznie mniej ludzi, a liczba hodowli wzrasta. Głównym portem dla floty rybackiej jest drugie co do wielkości miasto Klaksvik. W przypadku tej miejscowości, określenie „miasto”, może wywoływać uśmiech, bo mieszka tam tylko ok. 4,5 tys. ludzi. Ciekawostką jest fakt, że dopiero w 2006 r. Klaksvik zostało połączone z resztą wyspy, po wybudowaniu podwodnego tunelu. Otoczone górami, wypełnione kolorowymi domkami, uważane jest za jedno z ładniejszych miejsc archipelagu.
Tempo rozwoju na Wyspach Owczych może nie jest tak imponujące jak w Europie Zachodniej, ale trzeba pamiętać, że jeszcze w połowie ubiegłego wieku większość mieszkańców nie miała prądu, a telewizja trafiła do Farerczyków dopiero w 1978 r.
Komunikacja zarówno na wyspach jak i między nimi jest mocno utrudniona. Drogi są strome, pozakręcane i bardzo wąskie (z tzw. mijankami na poboczu). Inwestycje takie jak mosty czy podwodne tunele należą do rzadkości. Dopiero w 2002 r. wyspę Vágar, na której jest lotnisko, połączono podmorskim tunelem ze Streymoy. Kursują za to lokalne promy, łodzie motorowe i helikoptery.
Płynąc na wyspę Mykines z wyspy Vágar, trzeba pamiętać, że często zmieniająca się pogoda, może uniemożliwić powrót. Trzeba wtedy liczyć na gościnność mieszkańców maleńkiej osady, położonej nad zatoką, do której przypływa jedyna niewielka łódź.
 
Królestwo ptaków
A jeśli o Mykines mowa, to jest to takie miejsce, w którym natura stworzyła doskonałe warunki dla ptaków. To skrzydlaty raj, nie tylko dla ornitologów. Wędrówka samym grzbietem góry wystającej z wody, daje nie tylko możliwość podziwiania widoków, ale i podglądania występujących tu w dużych koloniach maskonurów. Te kolorowe ptaki budzą największy zachwyt u wszystkich wędrujących po wyspie (...)
 
Więcej przeczytacie w artykule Witolda Stawskiego "Czy na Wyspach Owczych są owce" w najnowszym wydaniu (2/2016) "Geografii w Szkole". Foto - Witold Stawski i Fotolia

 

Wielki Mur Chiński

 
Największą budowlą, jaką kiedykolwiek wzniosły ludzkie ręce, jest Wielki Mur Chiński. W założeniu miał on chronić północne rubieże kraju przed „barbarzyńcami” oraz stanowić symbol poczucia wyższości cywilizacyjnej Państwa Środka. Dziś jest wielką atrakcją turystyczną. W 1987 r. został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a w 2007 r. ogłoszono go jednym z „7 nowych cudów świata”.
 
Wielki Mur Chiński, w swej historii zazwyczaj nazywany po prostu Wielkim lub Długim Murem, to zbiorcza nazwa dawnych systemów obronnych składających się przede wszystkim z murów ziemnych, kamiennych i ceglanych, sieci fortyfikacji oraz zapór naturalnych, np. rzek. Miały one za zadanie osłaniać północne Chiny przed najazdami ludów głównie z Wielkiego Stepu. Ponieważ Wielki Mur w postaci jednolitej konstrukcji nigdy nie istniał, a umocnienia w różnych epokach wznoszono często fragmentarycznie i rozmaicie ukierunkowane ‒ w zależności od warunków naturalnych oraz sytuacji politycznej ‒ nie jest prosta ocena jego długości. 
Tradycyjnie przyjmowano, że Wielki Mur rozciąga się od Shanhaiguan nad Zatoką Liaotuńską (Liaodong), stanowiącą część Zatoki Pohaj (Bo Hai) Morza Żółtego, do Jiayuguan (w prowincji Gansu), na przestrzeni ok. 2450 km (w realiach europejskich jest to odległość Londyn-Moskwa). Długość muru wraz z odgałęzieniami i odcinkami równoległymi oceniano na 4-6 tys. kilometrów. Chińskie doniesienia prasowe z 2009 r. informujące o najnowszych pomiarach znacznie wydłużyły Wielki Mur. Łączna długość tej budowli ma wynosić 8851,8 km i składać się odpowiednio: z 6259,6 km – murów wzniesionych ludzką ręką, 2232,5 km – barier naturalnych, takie jak rzeki i grzbiety górskie oraz 359,7 km rowów (…)

Najbardziej znane odcinki Muru
Współcześnie najczęściej odwiedzane są fragmenty (o długości 5 km) Wielkiego Muru w rejonie miejscowości Badaling (dziś leżącej w granicach miasta wydzielonego Pekin), położonej ok. 70 km na północny zachód od centrum stolicy Chin. Zbudowano go około roku 1505, a odrestaurowano w latach 50., a następnie 80. XX w. Miejsce to jest odwiedzane corocznie przez ponad 100 mln turystów z Chin i całego świata. W Badaling można podziwiać najlepiej zachowany odcinek Muru, z kilkunastoma wieżami strażniczymi i schodami wiodącymi na wzgórza o wysokości ponad 1000 m n.p.m. 
Odrestaurowanie niektórych partii Wielkiego Muru ujęło tym miejscom nieco autentyczności, ale jednocześnie umożliwiło dostęp wszystkim zwiedzającym. Mur w Badaling był pierwszym udostępnionym (w 1957 r.) turystom odcinkiem Wielkiego Muru Chińskiego. Duże wrażenie na turystach wywierają też partie Muru w rejonie Przełęczy Juyongguan (50 km na północny zachód od Pekinu), Huaghua (70 km na północ od Pekinu), Mutianyau (90 km na północny wschód od Pekinu) i Simatai (110 km na północny wschód od Pekinu). Zwiedzanie dalej położonych, o wiele mniej obleganych turystycznie odcinków Wielkiego Muru, często jest trudne i nieraz wprost niebezpieczne.
 
Łączenie lokalnych murów 
Od wieków do podstawowych chińskich konstrukcji obronnych, zwłaszcza fortyfikacji miejskich, należały wały ziemne. Każde miasto miało swój mur obronny, powstawały też obwarowania lokalne mające chronić ludność przed atakami rabusiów. Pierwszy graniczny mur powstał w 656 r. p.n.e. 
Za pomysłodawcę Wielkiego Muru uważa się Shi-Huang-ti ‒ pierwszego władcę zjednoczonych Chin, założyciela dynastii Cin (Qin). Cesarz ten postanowił połączyć istniejące wcześniej odcinki murów (zwłaszcza stworzone przez zwaśnione królestwa północnych Chin) w nieprzerwany łańcuch umocnień i fortyfikacji. Budowa Wielkiego Muru – mającego być zaporą przed najazdami koczowników, a także symbolem potęgi władcy ‒ została rozpoczęta około roku 214 p.n.e. i trwała kilkanaście lat. Do jej realizacji odkomenderowano setki tysięcy ludzi ‒ żołnierzy, jeńców wojennych, przestępców i chłopów. Budowa pochłonęła wiele ofiar, głównie w wyniku trudnych warunków przyrodniczych i ciężkiej pracy. Trupy zmarłych robotników chowano w ziemnym nasypie muru, który dzięki temu zyskał miano „najdłuższego cmentarza świata” (…)
 
Znaną dziś postać Wielki Mur zyskał w wiekach XIV-XVII, w czasach dynastii Ming, panującej od 1368 r. Cesarze tej dynastii, po wyparciu Mongołów z Pekinu i innych części Chin, chcieli zabezpieczyć północne obszary kraju, począwszy od granic z północną Koreą po rejon pustyni Gobi. Po latach zapomnienia i upadku, zaczęli budować nowy Wielki Mur, w oparciu o wciąż istniejące fragmenty starożytnego muru (…)
 
Znaczenie Muru w dziejach Chin
Wielki Mur, nawet w czasach swojej świetności, nie był w stanie całkowicie odgrodzić cesarstwo chińskie od najeźdźców. Nie odegrał nigdy roli fortyfikacji zdolnej przeciwstawić się zmasowanemu atakowi i dłuższemu oblężeniu przez silną armię nieprzyjaciela (…)
W całej swej historii Wielki Mur był kilkakrotnie sforsowany przez koczowników ze stepów mongolskich. Zdarzało się, że agresorzy omijali potężne fortyfikacje, szukając w nich słabiej umocnionych miejsc, albo też zwyczajnie przekupywali chińskich lokalnych dowódców, by otwarli wrota fortów. W końcu, w 1644 r. Mur (wtedy już słabo broniony przez będącą w stanie rozkładu armię cesarską) nie zdołał ochronić Chin przed podbojem mandżurskim. Mandżurowie wkroczyli do Pekinu, obalili ostatniego cesarza dynastii Ming i założyli dynastię Qing. Sam Wielki Mur stracił znaczenie strategiczne, bo znalazł się w środku państwa Qing. Dziś – jak to już zaznaczono na wstępie ‒ jest tylko atrakcją turystyczną, ale atrakcją o randze światowej (…) 

Mur widziany z Księżyca?
Przez długi czas uważano, że Wielki Mur jest jedyną wzniesioną przez człowieka budowlą widzianą „gołym okiem” z powierzchni Księżyca. Co ciekawe, twierdzenie to powstało na długo zanim człowiek postawił pierwsze kroki na Srebrnym Globie. Jako pierwszy napisał o tym amerykański periodyk „The Century Illustrated Monthly Magazine” w 1893 r. Pomysł nawiązywał do twierdzenia włoskiego astronoma Giovanni Schiaparellego z 1877 r. o zauważeniu na powierzchni Marsa kanałów, którymi rzekomo spływała woda z zamarzniętych biegunów (w 1964 r. Mariner 4 udowodnił, że jest to tylko złudzenie optyczne). Przez analogię zatem uznano, że jeśli Ziemianie mogą widzieć na Marsie prawdopodobne twory tamtejszej cywilizacji, to i z Księżyca można zobaczyć najdłuższą budowlę ziemską, jakim jest Wielki Mur Chiński. Mit ten przez wiele lat z rozmysłem podtrzymywali sami Chińczycy. Informacje o widoczności Wielkiego Muru z Księżyca zamieszczali w podręcznikach szkolnych, do czasu pierwszego chińskiego lotu w kosmos w 2003 r., kiedy to astronauta Yang Liwei przyznał, że nic takiego z orbity nie widział. Mur jest po prostu zbyt wąski i zbyt zlany kolorystycznie z podłożem.

Więcej przeczytacie w artykule Jerzego Wrony „Wielki Chiński Mur” w najnowszym (1/2016) wydaniu „Geografii w Szkole”.

 


Lofoty - dorszowe żniwa


Lofoty słyną z dorsza suszonego na wietrze. Próbowano go suszyć w ten sposób w różnych zakątkach świata, jednakże bez powodzenia. Dorsze suszy się na drewnianych, ustawionych w kształcie litery A, specjalnych stojakach. W tym czasie ryby tracą około 80% swojej wagi i  przy odpowiednim przechowywaniu pozostają zdatne do spożycia przez wiele lat. To zasługa soli zawartej w morskim wietrze, która konserwuje rybę nawet na 20 lat!

Złowione ryby, przed umieszczeniem na stelażach, zostają poddane obróbce. Najdroższe są języki dorsza, które stanowią tu prawdziwy przysmak. Z kolei głowa jest uznawana za najgorszą i najtańszą część ryby. Ale i na nią znajdą się chętni. W􀁢 ususzonej postaci, przez długie lata wędrowały do Afryki, choć po tegorocznych restrykcjach nałożonych przez nigeryjski rząd, trudno powiedzieć jaki będzie finał ściętych dorszowych głów.
Sam sztokfisz trafia głównie do Europy Południowej. Paradoksalnie sami Norwegowie jedzą sztokfisza jedynie raz w roku, jak składnik potrawy na Boże Narodzenie. Podczas gdy w państwach basenu Morza Śródziemnego stanowi
ważny element codziennej diety. Przodują tu zwłaszcza Włochy i Portugalia, gdzie suszony dorsz jest głównym
składnikiem potrawy o nazwie baccalà (Włochy) i bacalhau (Portugalia). 
Dorsz jest jedną z najpopularniejszych poławianych ryb na świecie. Jest gatunkiem żyjącym w zimnych wodach Pacyfiku i Oceanu Atlantyckiego, jak również w Morzu Bałtyckim. 
Walka o łowiska dorsza były przyczyną sporów międzynarodowych i doprowadziły do tzw. wojen dorszowych między Wielką Brytanią a Islandią (1958, 1972, 1975), sporów między Danią a Wielką Brytanią (1983) i Kanady z Hiszpanią w 1995 r. zwaną pod nazwą „wojna halibutowa”.
Intensywne odławianie dorsza doprowadziło w XX wieku do załamania się populacji na kanadyjskich łowiskach. W 1992 roku rząd kanadyjski zakazał połowów dorsza w rejonie nowofundlandzkim. Mimo tego, do chwili obecnej populacja tej ryby nie została tam odbudowana. 
Podobne zagrożenie występuje na łowiskach na Morzu Północnym i Bałtyku. Zasoby dorsza w Bałtyku zmniejszyły się dziesięciokrotnie w stosunku do lat 80. XX w. Unia Europejska od 2007 r. wprowadziła limity połowów dorsza również dla polskich rybaków.

 

Więcej przeczytacie w artykule Marcina Hochmana "Lofoty" w najnowszym wydaniu (6/2015) "Geografii w Szkole".
 

Armenia - w kolebce chrześcijaństwa

Erywański taksówkarz wraca z radiowozu i stwierdza „Policjanci to nie Ormianie, wszyscy oni to Turki przeklęte”. W Armenii relikt postsowieckiej mentalności – korupcja ‒ nadal ma się dobrze. Jednak, by zrozumieć, dlaczego największą obelgą jest tutaj słowo „Turek”, należy prześledzić historię kraju.
 
W starożytności Armenia była największym państwem regionu. Imperium panującego w I w. p.n.e. króla Tigranesa Wielkiego rozciągało się od Morza Kaspijskiego do Morza Śródziemnego. Nawet po utracie statusu regionalnego mocarstwa Armenia odgrywała znaczącą rolę bufora między Rzymem a Persją. Ustanowienie w 301 r. n.e. chrześcijaństwa religią państwową (jako pierwszy kraj na świecie) przyczyniło się wprawdzie do rozwoju kultury (mnich Mesrop Masztoc stworzył wówczas używany do dziś alfabet ormiański) ale nie uchroniło kraju przed upadkiem i podziałem między Bizancjum a Persję.
Od XI wieku tereny Armenii stopniowo podbijała Turcja. Jeszcze przez dwa stulecia od 1198 roku, w okresie wypraw krzyżowych istniało leżące na północno-wschodnich wybrzeżach Morza Śródziemnego ormiańskie Królestwo Cylicji. Bastion chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie, który upadł wraz z ideą krucjat. Pod panowaniem Turków Ormianie byli lojalnymi poddanymi sułtana, jednak sporo ludzi emigrowało, m.in. do Polski. W Rzeczypospolitej ormiańscy kupcy bogacili się na handlu ze Wschodem (warto wspomnieć kamienice na rynku w Zamościu, te najpiękniej zdobione, były własnością Ormian) podejmowali się też działań wywiadowczych dla polskich królów. Do dziś mieszka w Polsce kilka tysięcy potomków „starej emigracji” ormiańskiej, oraz kilkadziesiąt tysięcy Ormian przybyłych tu w czasie burzliwych dla Armenii wczesnych lat 90.
Stosunkowo spokojne życie Ormian w Turcji brutalnie przerwała I wojna światowa. Władze tureckie oskarżyły ich o sprzyjanie Rosji i rozpoczęły masową czystkę etniczną. Część ludzi wymordowano, część wypędzono na pustynie Imperium Osmańskiego, co praktycznie równało się z wyrokiem śmierci.
Podczas genocydu zginęło 1,5 miliona Ormian. Było to pierwsze ludobójstwo na taką skalę. Turcja do dziś nie przyznaje się do popełnionych zbrodni, zaś granica z obecną, mikroskopijną w porównaniu z dawnymi czasami Armenią jest zamknięta. Turcy są uważani za śmiertelnych wrogów.
Ormianie w ogóle mają głębokie poczucie dziejowej krzywdy i chętnie pielęgnują narodowe mity, niekiedy mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. Chętnie powtarzają, że pochodzą od Hayka, potomka Noego. Nazwa kraju w języku ormiańskim to Hayastan, zaś Ararat, na którym rzekomo osiadła Arka rzeczywiście przez długi czas leżał na terenie Armenii. Dziś mieszkańcy Erywania codziennie oglądają szczyt ze ściśniętymi gardłami. Święta dla nich góra leży kilkadziesiąt kilometrów od stolicy, ale już na wrogim terenie.
Obrabowywani przez ościenne mocarstwa z kolejnych skrawków ziemi Ormianie umieli jednak w odpowiednim czasie upomnieć się o swoje. Gdy rozpadał się ZSRR zbrojnie wywalczyli niepodległość Górskiego Karabachu ‒ ormiańskiej enklawy na terenie Azerbejdżanu, co przysporzyło im kolejnego wroga i pogłębiło poczucie odizolowania, bycia samotną twierdzą chrześcijaństwa w morzu islamu.
Warto zauważyć, że Armenia wyróżnia się na tle postsowieckich republik niemal jednolitym składem etnicznym. Ormianie stanowią ponad 90% ludności kraju, według niektórych danych nawet 97%. Liczniejsze mniejszości narodowe to Rosjanie oraz Kurdowie.
Większość Ormian na świecie (szacunki mówią nawet o 8 milionach, wobec trzymilionowej populacji kraju) żyje jednak w diasporze. Tworzą zamożne, świetnie zorganizowane społeczności w USA (zwłaszcza w Kalifornii), Rosji, Francji, Iranie, Libanie i wielu innych państwach świata. Przedsiębiorczy, wpływowi, często lobbują na rzecz Armenii w krajach zamieszkania. To pod wpływem francuskich Ormian Paryż uznał w 2011 roku negowanie genocydu za przestępstwo, co zaowocowało dyplomatycznymi spięciami z Turcją.
Pieniądze płynące szerokim strumieniem od diaspory to ważne źródło dochodów republiki, która, jak większość postsowieckich krajów boryka się z problemami gospodarczymi. Co prawda działa przemysł chemiczny, wydobywczy (rudy cynku, ołowiu, żelaza), pamiętająca Związek Radziecki elektrownia atomowa Metsamor zapewnia energię elektryczną. Nie ma śladu po głębokim kryzysie energetycznym z lat 90., gdy mieszkańcy kraju z braku prądu używali świec i generatorów naftowych, mieszkania zaś ogrzewali palonym w piecykach drewnem. Jednak cieniem na gospodarce kładzie się blokada ze strony Turcji i Azerbejdżanu (...)
Jednym z najważniejszych źródeł dochodów mieszkańców prowincji jest rolnictwo. W położonej na nasłonecznionym płaskowyżu Armenii uprawia się warzywa i owoce (morele, granaty), pszenicę, tytoń i winorośl. W przeciwieństwie do Gruzji kraj nie słynie z wina, lecz z mocniejszych trunków. Ormiański koniak o nazwie (jakżeby inaczej) Ararat od lat ceniony jest przez smakoszy, którzy stawiają go na równi z produktami z francuskiego regionu Cognac. Od kilku lat w Erywaniu pojawiają się tańsze i droższe hotele, co świadczy o wzroście udziału turystyki w PKB.
Armenia przyciąga rzadko spotykanym zagęszczeniem zabytków, gościnnością, dobrym jedzeniem i krajobrazami. W porównaniu z innymi krajami w regionie, Armenia na pierwszy rzut oka jest dość monotonna. Ciągnące się po horyzont skaliste płaskowyże. Urozmaiceniem jest Aragac – zaskakująco łatwy do zdobycia wygasły wulkan (4090 m n.p.m.) na którego stokach żyją kurdyjscy pasterze, ogromne jezioro Sewan (1000 km² powierzchni) ‒ ulubione miejsce letniego wypoczynku mieszkańców Erywania czy lasy w okolicach Dilijanu, w których chętnie szukali sił do twórczej pracy radzieccy pisarze i filmowcy.
Prawdziwym magnesem dla turystów są jednak ormiańskie zabytki sakralne. Piękne architektonicznie klasztory z VI-X wieku budowano często w zachwycających lokalizacjach, miały bowiem pełnić również funkcje obronne.
Do położonego na wschodzie kraju monasteru Tatew najłatwiej dostać się najdłuższą kolejką linową na świecie zwaną „Skrzydła Tatewu”. Stojący na skraju kanionu rzeki Worotan obronny klasztor jest jedną z największych atrakcji kraju, chociaż nie został wpisany na listę UNESCO. Na liście znajdują się za to Hachpat i Sanahin, klasztory górujące nad przemysłowym miasteczkiem Alaverdi na północy kraju.
U stóp Araratu, niemalże na granicy z Turcją położony jest Chor Wirap. To świątynia związana z samymi początkami chrześcijaństwa w Armenii. Według legendy tutaj znajdowała się studnia, w której zły pogański król Trdat III więził przez 12 lat świętego Grzegorza Oświeciciela, zanim ten przekonał go do nawrócenia się. Nieopodal, tuż na granicy z azerskim rejonem Nachiczewan (to kolejna historyczna ziemia Ormian, odebrana im przez ZSRR) leży Norawank, następny imponująco położony klasztor, dla odmiany wciśnięty między ściany głębokiego wąwozu. Na tym tle blado wypada katedra w Wagharszapat (daw. Eczmiadzyn) pod Erywaniem. Wagharszapat to siedziba katolikosa ‒ głowy Kościoła ormiańskiego.
Budowane w charakterystycznym stylu kościoły oraz chaczkary ‒ rzeźbione kamienne krzyże to stała część pejzażu Armenii. Pamiątki po dawnej świetności kraju można znaleźć także w zachodnim Iranie i wschodniej Turcji. Jeden z najważniejszych ormiańskich zabytków ‒ ruiny Ani, miasta będącego stolicą kraju w X wieku leżą tuż za płynącą głębokim wąwozem graniczną rzeką Araks.
Oczywiście historia Armenii sięga dużo wcześniej niż data przyjęcia chrześcijaństwa, można więc tu znaleźć także ślady starożytności czy czasów dużo wcześniejszych. Na południowym wschodzie kraju leży „ormiańskie Stonehenge”, kompleks megalitycznych głazów zwany Zorac Karer. Przeznaczenie struktury do dziś jest przedmiotem sporów. Według jednych hipotez było to obserwatorium astronomiczne sprzed kilku tysiącleci, według innych ‒ świątynia boga Słońca (...)
 
Więcej przeczytacie w artykule Mateusza Żemły „Armenia - w kolebce chrześcijaństwa“ w najnowszym wydaniu (5/2015) „Geografii w Szkole“.


Gatunki inwazyjne

Media straszyły tego lata barszczem Sosnowskiego, że parzy, truje, nawet zabija, rozprzestrzenia się po całym kraju i bardzo trudno go zwalczyć. Odporny jest na środki chemiczne i trudny do zniszczenia metodami mechanicznymi. To gatunek inwazyjny!

Pojawienie się w nowym miejscu gatunku obcego, bez względu na to, czy jest to zwierzę, roślina, grzyb czy drobnoustrój, nie zawsze musi stanowić powód do obaw. W naszym klimacie od 10 tys. lat trwa proces przemieszczania się zwierząt i roślin. Szacuje się, że ok. 80 % gatunków roślin uprawnych jest obcego pochodzenie, a wśród nich m.in. pszenica, ziemniaki, kukurydza, warzywa (…)
Kiedy jednak obcy gatunek wywołuje skutki społeczne lub gospodarcze, którym trzeba zapobiegać, staje się inwazyjnym. Obecnie około 12 000 gatunków występujących w krajach Unii Europejskiej i innych krajach europejskich to gatunki obce; szacuje się, że mniej więcej od 10 do 15 % tej liczby to gatunki inwazyjne.
Duża część inwazyjnych gatunków obcych jest wprowadzana do Unii w sposób niezamierzony, głównie drogami morskimi – w kontenerach i na burtach okrętów, ale też transportem lotniczym, kolejowym i samochodowym. Przyczółkami zdobywanymi w pierwszych etapach są zazwyczaj siedliska ruderalne – tereny portowe, dworce kolejowe i inne miejsca przeładunku towarów. Część gatunków przywożą do Europu i Polski ludzie chcący hodować egzotyczne zwierzęta lub uprawiać rośliny.
Na inwazje szczególnie podatne są ekosystemy wodne, bagienne oraz doliny rzek i strumieni, często o kluczowym znaczeniu dla ochrony przyrody. Gatunki inwazyjne stają się zagrożeniem dla różnorodności biologicznej, dla rodzimych gatunków, mogą mieć także niepożądany wpływ na ludzkie zdrowie i gospodarkę. 
Od 1 stycznia 2015 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady UE nr 1143 z dnia 22 października 2014 r. w sprawie działań zapobiegawczych i zaradczych w odniesieniu do wprowadzania i rozprzestrzeniania inwazyjnych gatunków obcych.
Rozporządzenie przewiduje, że do 2 stycznia 2016 r. Komisja Europejska opracuje projekt listy gatunków inwazyjnych stwarzających zagrożenie dla Unii (…)

Gatunki inwazyjne w Europie
Zanim opracowana zostanie europejska lista gatunków inwazyjnych już dziś naukowcy i dziennikarze wskazują swoje typy. W Europie za najbardziej inwazyjne gatunki uznano szczura wędrownego, jelenia wschodniego i amerykańskiego piżmaka. 
Szczury przywędrowały do Europy w XVIII wieku z Azji na statkach handlowych. Szybko opanowują każde teren, poza obszarami wysokogórskimi. Niszczą uprawy i zapasy żywności. Na terenach zajętych przez szczury ubywa ptaków i gryzoni.
Jeleń trafił na listę gatunków inwazyjnych gdyż powoduje duże straty na plantacjach drzew liściastych i iglaków. Odzieranie przez te jelenie kory powoduje, że drzewa szybko obumierają. Stwierdzono również przypadki, kiedy te zwierzęta były nosicielami gruźlicy bydlęcej i ptasiej.
Piżmaki stały się poważnym szkodnikiem niszcząc uprawy, stawy hodowlane, systemy nawadniania, groble i tamy.
Kandydatką do miejsca na liście EU jest też m.in. bernikla kanadyjska zaliczona przez DAISIE European Invasive Alien Species Gateway (http://www.europe-aliens.org/speciesFactsheet.do?speciesId=14154), do 100 najbardziej inwazyjnych gatunków w Europie. Stale rozszerza tu swój zasięg, konkurując z rodzimymi, europejskimi gatunkami gęsi. Na tej liście jest też ślinik luzytański, który został rozwleczony z materiałem roślinnym na zachodnią Europę, Islandię, Skandynawię i na wschód od granic Polski oraz Słowacji. Na tej liście nie zabrakło nawet biedronki azjatyckiej. 

Gatunki inwazyjne w Polsce
Lista roślin i zwierząt gatunków obcych, które w przypadku uwolnienia do środowiska przyrodniczego mogą zagrozić gatunkom rodzimym zawarta jest w Rozporządzeniu Ministra Środowiska z 9 września 2011 r. Znalazły się na niej 52 gatunki roślin i zwierząt, a wśród nich m.in. barszcz Mantegazziego i Sosnowskiego, żaba rycząca, cztery gatunków żółwi, trzy jeleni, bizon i wiewiórka szara.
Największy rozgłos zyskał barszcz Sosnowskiego, największa na świecie roślina osiągająca do 5 m wysokości. Odkryty został w 1944 r. na Kaukazie, a do Polski trafił w latach 70. ub. wieku jako roślina pastewna uprawiana w państwowych gospodarstwach rolnych na pasze. Po pewnym czasie zaniechano jego uprawy głównie ze względu na zagrożenie dla zdrowia ludzi - sok ze świeżych roślin jest toksyczny i wywołuje zmiany skórne. Po upadku tych gospodarstw zaczęła się rozprzestrzeniać na nowe obszary. Obecnie występuje w blisko 1500 miejscach. Jego zwalczanie jest bardzo trudne zarówno chemiczne, jak i mechaniczne. Obecnie barszcz Sosnowskiego objęty jest prawnym zakazem uprawy, rozmnażania i sprzedaży na terenie Polski.
Podobnych rozmiarów rośliną jest barszcz Mantegazziego, zresztą spokrewniony z barszczem Sosnowskiego. Sprowadzany z Kaukazu do Królewskich Ogrodów Botanicznych w Londynie na początku XIX wieku rozprzestrzenił się w Europie Zachodniej i USA. Do Polski trafił jako roślina ozdobna w latach 70. XX wieku.
Przykładem rośliny inwazyjnej, którą można coraz częściej spotkać nawet w miastach jest nawłoć. Sprowadzona jako roślina ozdobna została rozpowszechniona przez… pszczelarzy. Zauważyli oni, że żółte kwiaty nawłoci są cennym źródłem nektaru i pyłku dla pszczół i wprowadzili ją do swoich upraw.
Ponadto nawłoć ma właściwości lecznicze i stosowana jest w leczeniu kamieni nerkowych, zapaleniu górnych dróg oddechowych.

Co dalej?
Rozporządzenie mówi też, że w terminie 18 miesięcy od umieszczenia inwazyjnego gatunku obcego w wykazie unijnym państwa członkowskie wprowadzą skuteczne środki zaradcze wobec tych inwazyjnych gatunków obcych stwarzających zagrożenie dla Unii, które rozprzestrzeniły się na szeroką skalę na ich terytoriach, aby zminimalizować ich oddziaływanie na różnorodność biologiczną, powiązane usługi ekosystemowe oraz, w stosownych przypadkach, na zdrowie ludzkie lub na gospodarkę.
Właściciele zwierząt domowych przetrzymywanych w celach niekomercyjnych, należących do inwazyjnych gatunków obcych umieszczonych w wykazie unijnym będą mieli prawo zatrzymać te zwierzęta do naturalnego końca życia tych zwierząt bez prawa do ich rozmnażania lub ucieczki. Jeśli nie zechcą ich zatrzymać – państwo będzie zobowiązane je przejąć.
 
Więcej przeczytacie w artykule „Gatunki inwazyjne” w najnowszym wydaniu (4/2015) „Geografii w Szkole”.
 

Niebezpieczne zjawiska pogodowe - Fale upałów

Zmiany klimatyczne stanowią obecnie problem globalny. Według Światowej Organizacji Meteorologicznej w ciągu ostatnich 150 lat nastąpił wzrost średniej temperatury powietrza na Ziemi. Fakt ten oznacza wzrost energii w atmosferze ziemskiej. Zwiększona energia oraz położenie Polski w obszarze, do którego napływają masy powietrza o różnorodnych właściwościach, wpływa na duże prawdopodobieństwo występowania niebezpiecznych zjawisk pogodowych. Jednym z nich są fale upałów. Od lat 90. XX w. pojawiają się one na obszarze Polski coraz częściej. 
 
Czym są fale upałów? 
Istotnym, z punktu widzenia pogody i klimatu, elementem meteorologicznym jest temperatura powietrza. Ekstremalne jej wartości należą do niebezpiecznych zjawisk meteorologicznych. Upał określany jest jako stan pogody, kiedy w klatce meteorologicznej na wysokości 2 m nad poziomem gruntu zmierzona temperatura maksymalna powietrza jest równa lub większa niż 30°C. 
Za falę upałów uważa się natomiast, sytuację, kiedy w ciągu trzech kolejno następujących po sobie dni temperatura maksymalna przekracza 30°C (w klimacie umiarkowanym).  Ważnym pojęciem jest również okres upalny, czyli okres minimum trzech kolejnych dni, w czasie których średnia temperatura maksymalna wynosi co najmniej 30°C. 
W trakcie trwania okresu upalnego wyróżnić można dni upalne (temperatura maksymalna powyżej 30°C) oraz dni gorące (temperatura maksymalna powietrza przekracza 25°C). Ponadto liczba dni upalnych musi być większa lub równa liczbie dni gorących. Opierając się o powyższą definicję, zauważyć można, że fale upałów stanowią specyficzny przypadek okresu upalnego.
Jedną z kluczowych przyczyn występowania fal upałów jest cyrkulacja atmosferyczna, która wpływa na kształtowanie się warunków termicznych na świecie. W Europie najwięcej przypadków występowania dni upalnych pojawia się podczas sytuacji wyżowych, kiedy adwekcja mas powietrza jest dość słaba. Wówczas silnie rozbudowane wyże nad Europą Środkową oraz Północną blokują dopływ chłodnego powietrza z ośrodków niżowych znad Oceanu Atlantyckiego i znad Rosji (…)
 
Fale upałów w Polsce
(…) Wzrost średniej temperatury powietrza obserwuje się również w Polsce. Rok 2003 został uznany przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej za najcieplejszy w historii (od 1781 roku). Od 2010 roku występuje seria okresów z ekstremalnie wysoką temperaturą powietrza ‒ rekordy zostały pobite nawet w Zakopanem, gdzie termometry wskazały 33°C w cieniu (857 m n.p.m) oraz w wielu miastach Polski m.in. w Warszawie (37°C).
 
Skutki fal upałów
Szczególny wzrost zainteresowania falami upałów nastąpił po upalnym lecie w Europie w 2003 roku. Gwałtowne ocieplenie zostało wywołane wówczas na skutek wzmożonej aktywności ośrodka wysokiego ciśnienia na zachodzie kontynentu. Największe skutki odczuła Francja, gdzie temperatura doszła do 44°C. W wyniku upału zmarło tam około 15 000 osób. Wysokie liczby zgonów odnotowano także w Portugalii, Szwajcarii, czy też we Włoszech. 
Fale upałów są zjawiskiem rzadkim, jednak biorąc pod uwagę zmiany globalnej temperatury powietrza mogą pojawiać się częściej i trwać dłużej, co w niekorzystny sposób wpłynie zarówno na człowieka i jego działalność, jak i na środowisko naturalne. Najczęstsze skutki fal upałów to uszkodzenia torów kolejowych, dróg, wysychanie ściółki leśnej (co prowadzi do pożarów), susza atmosferyczna, hydrologiczna i glebowa, zakłócenia w dostawach energii elektrycznej, a dla człowieka – omdlenia, problemy z krążeniem krwi, udar cieplny. 
Niemieccy i hiszpańscy naukowcy opublikowali w czasopiśmie „Environmental Research Letters” wyniki badań, które wskazują, że do 2020 roku częstość występowania fal upałów wzrośnie dwukrotnie, a do 2040 r. ‒ czterokrotnie. Również w Polsce fale upałów będą coraz częstsze, głównie w województwach zachodnich, południowych i centralnych. Letnie ekstremalne fale upałów, których doświadczyliśmy do tej pory, mogą być ledwie przedsmakiem tego, co nas czeka w przyszłości ‒ dodaje współautor pracy Jascha Lehmann.
 
Więcej przeczytacie w artykule Małgorzaty Pajewskiej „Niebezpieczne zjawiska pogodowe - Fale upałów” w najnowszym wydaniu (4/2015) „Geografii w Szkole”

 

Mur – bariera czy ochrona?

Historia budowania murów sięga czasów starożytnych. Początkowo pełniły one funkcję obronną. Już pierwsze miasto wymienione w Biblii – Jerycho – posiadało mur, który miał go ochronić przed zagrożeniami i najazdami z zewnątrz.

Jedną z najsłynniejszych budowli świata powstałych w czasach antycznych jest Wielki Mur Chiński, który chronił północne rubieże Państwa Środka od najazdów plemion mongolskich. Mury stawiali także najwięksi budowniczowie tamtych czasów, czyli Rzymianie, którzy w ten sposób fortyfikowali swoje miasta lub odgradzali się od terenów zamieszkiwanych przez barbarzyńskie plemiona. Przykładem takiego muru może być tzw. Wał Hadriana wybudowany w północnej Brytanii (Wielkiej Brytanii) w latach 121-129 r. n.e. w czasach cesarza Hadriana. Mur pełnił rolę zapory przed wojowniczymi plemionami Piktów z Kaledonii. Ma długość 117 km, szerokość 3 m, a wysokość od 5 do 6 m.
Politykę budowania murów kontynuowano w czasach średniowiecznych. Wtedy to niemalże każde nowo zakładane miasto posiadało mury obronne, które z upływem lat były rozbudowywane. Sztuka budowania murów rozwijała się, a powstające budowle coraz bardziej przypominały twierdze. Jak m.in. zamek Krak des Chevaliers w Syrii oraz zamek na wyspie Rodos wybudowane przez rycerzy Zakonu Maltańskiego.
Szczególnie trudnym okresem okazało się upowszechnianie armat w XVI i XVII wieku, które były w stanie skruszyć nawet największe mury obronne (...)
O końcu roli murów jako budowli obronnej można mówić wraz z nastaniem wojen napoleońskich. Okazało się, że większość fortyfikacji obronnych nie stanowi większego problemu dla francuskich nowoczesnych wojsk artyleryjskich (...)
Bariera rozwoju
Istnienie murów obronnych powodowało liczne implikacje, które zazwyczaj niekorzystnie wpływały na rozwój miasta. Niewątpliwie ograniczały one ich rozwój przestrzenny. Większość władz nie pozwalało na rozwój budownictwa poza murami miejskimi (podpalone zabudowania leżące poza murami miejskimi mogły zasłonić kierunek natarcia wrogich wojsk i zdezorientować obronę). Skutkowało to tym, że w krótkim okresie miasto stawało się bardzo zatłoczone, o dużej gęstości zabudowy (każdy metr kwadratowy ziemi był cenny) i zaludnienia. Wzrastało ryzyko wybuchu różnego rodzaju epidemii i chorób oraz pożaru, które były największymi zagrożeniami dla osad ludzkich tamtych lat.
Nadchodzący kres murów na początku XIX wieku w większości miast okazał się wręcz zbawienny w skutkach. Wyburzenie murów obronnych lub zniesienie zakazu rozbudowy miasta poza ich linią przebiegu, skutkowało zazwyczaj gwałtownym rozwojem przestrzennym. W połączeniu z rozwojem nowego rodzaju transportu – kolei – w połowie XIX wieku powodowało to ogromne przeobrażenia na niespotykaną dotychczas skalę.
 
Forma izolacji i segregacji
Mury budowano również w celu odosobnienia lub segregacji części społeczeństwa, które z jakiś względów nie odpowiadało większości lub decydentom. Dziś tak odizolowaną część przestrzeni (miasta) nazywamy gettem. Najczęściej w dyskursie historycznym przyjmuje się, że słowo to pochodzi od izolowanej dzielnicy zamieszkałej od XVI w. przez weneckich Żydów. W pierwszej fazie powstanie gett przyczyniło się do rozwoju kultury żydowskiej i zjednoczenia narodu żydowskiego. W XVIII wieku stopniowo zaczęto odchodzić od ich tworzenia. Do idei powróciły nazistowskie Niemcy, które mury wykorzystały do stworzenia ściśle strzeżonych i zamkniętych miejsc przetrzymywania mniejszości żydowskiej. Największym gettem II wojny światowej było getto warszawskie założone 2 października 1940 roku. W kwietniu 1941 r. w jego obrębie zamieszkiwało ok. 450 tys. osób.
W dzisiejszych czasach getta powstają poprzez segregację ekonomiczną. Ludność zamożna oddziela się od uboższych uważając ich za źródło przestępczości i destabilizacji. W tym celu wykorzystuje różnego rodzaju kruczki prawne i nieformalne formy nacisku. Przykładem może być getto w miejscowości Baia Mare na północy Rumunii. Władze miasta kilka lat temu postanowiły odgrodzić się od dzielnicy zamieszkiwanej przez kilka tysięcy Romów murem o wysokości dwóch metrów tłumacząc to oficjalnie chęcią ochrony romskich dzieci przed ulicznym ruchem.
Według wielu socjologów mianem współczesnych gett można nazwać także osiedla mieszkaniowe z ograniczonym dostępem, otoczone murami, płotami, posiadającymi wewnętrzne regulacje. Ojczyzną zamkniętych wspólnot (ang. gated communities) są Stany Zjednoczone, gdzie liczba osób mieszkających w grodzonych osiedlach wzrosła z 4 mln w 1995 r. do 30 mln w 2005 r. Skrajnym przykładem jest osiedle Hidden Hills w Kalifornii, gdzie prawie wszystkie budynki znajdują się wewnątrz ogrodzenia. Miasteczko jest gminą na pełnych prawach, która zajmuje się wszystkimi sprawami, od bezpieczeństwa, przez wydawanie pozwoleń budowlanych, aż po wywóz śmieci. W Polsce takim przykładem osiedla może być osiedle Marina w Warszawie. Zajmuje ono 22 ha powierzchni, mieszka tam ok. 5 tys. osób. Co ciekawe, w Polsce powstaje o wiele więcej osiedli zamkniętych niż na Zachodzie Europy. Przykładowo w Warszawie istnieje ich ok. 400, podczas gdy w Berlinie − kilka.
 
 
Mury – obraz współczesny
Z każdym rokiem przybywa na świecie murów. Są one coraz bardziej nowoczesne i zaawansowane technologicznie. Dzięki zainstalowanym urządzeniom, np. w postaci wysokorozdzielczych kamer, bardzo czułych czujników ruchu, radarów, mikrofonów, można wykryć zbliżające się niebezpieczeństwo nawet z odległości kilkuset metrów. Szacuje się, że w ostatnich latach wydano na ich budowę ok.  17 mld dolarów.
 
Mur z przeszłości
Mur berliński na granicy NRD i RFN w latach 1961-1989, odgradzał dwa światy – demokratyczną Europę Zachodnią od komunistycznego Bloku Państw Wschodnich z Związkiem Radzieckim na czele. Ten 156 km mur był jednym z głównych symboli tzw. zimnej wojny pomiędzy dwoma ideologiami politycznymi i gospodarczymi. Był on niewątpliwie jedną z nielicznych budowli grodzących, które na lata wpisała się w historię naszej cywilizacji.
 
Ograniczenie migracji
Przykładem jest mur na granicy USA-Meksyk. Obecnie ma on już długość ponad 3 tys. km. Koszt budowy tego muru sięgnął już kilkunastu miliardów dolarów, a Stany Zjednoczone planują w najbliższych latach wydać dodatkowe 6,5 miliardów dolarów. Co ciekawe nieznana jest skuteczność tego muru, a 11,5 miliona imigrantów meksykańskich w Stanach Zjednoczonych nie wskazuje jakoby była ona wysoka.
Podobną genezę powstania ma mur w hiszpańskich jednostkach autonomicznych Ceucie i Melilli na granicy Hiszpanii i Maroka. Obawa przed niekontrolowaną falą migracji afrykańskich robotników poszukujących w europejskich enklawach pracy i lepszego życia zmusiły władze hiszpańskie do podjęcia decyzji o odseparowaniu murami swoich enklaw leżących w Afryce od ich rdzennych mieszkańców.
 
Trudne relacje sąsiadów
Mury budowane na granicach odgradzają także wrogo nastawione względem siebie narody. Ich wrogość często ma różnorodny charakter, zazwyczaj związany jest on z konfliktami zbrojnymi w przeszłości, które spowodowały do dziś żywe antagonizmy między narodami. Przykładem takiego muru jest tzw. mur bezpieczeństwa pomiędzy Izraelem a Palestyną budowany przez Izraelczyków od 2002 roku. Obecnie ma on długość ponad 400 km. Ma on na celu ochronić osadników żydowskich przed atakami bojowników pochodzących z grup terrorystycznych powiązanych z Hamasem i Hezbollahem.
Podobną genezę powstania charakteryzuje mur pomiędzy Indiami i Pakistanem powstały w Kaszmirze po uzyskaniu niepodległości i podziale Indii w 1947 roku. Spór o tę prowincję położoną w północnej części Indii doprowadził do trzech wojen między narodami. Dziś na granicy indyjsko-pakistańskiej powstaje mur graniczny o długości 550 km, który oddziela od siebie te dwa zwaśnione państwa.
 
Różne systemy polityczne
Przykładem takiego muru jest mur na granicy Korei Północnej i Korei Południowej. Powstał on po koreańskiej wojnie domowej w 1953 roku. Ma na celu odgrodzić komunistyczną północ Półwyspu Koreańskiego od demokratycznego południa. Ten 238-kilometrowym pas umocnień obronnych leżący wzdłuż 38 równoleżnika jest najbardziej zmilitaryzowaną przestrzenią militarną świata, gdzie na wąskim pasie ziemi stacjonuje ponad milion żołnierzy obu stron.
Mury przyszłości?
Murów na świecie z każdym rokiem przybywa. W planach budowę mają także kolejne kraje. Przykładowo, w trakcie trwania konfliktu Ukraina-Rosja wielokrotnie mowa była o tym, że ukraiński rząd zastanawia się nad wybudowaniem muru granicznego z Rosją lub republikami separatystycznymi. Wszystko wskazuje na to, że prędzej czy później taki mur powstanie.
Powstawanie murów granicznych związane jest też często z chęci oddzielenia od siebie dwóch narodów, gdzie różnice religijne mogą być przyczyną konfliktów i sporów. Z taką sytuacją mamy do czynienia m.in. w Arabii Saudyjskiej, gdzie od 2006 roku powstaje mur oddzielający te bogate państwo sunnickie od rebeliantów szyickich z Iraku. W momencie powstania Państwa Islamskiego mur dla wielu szejków naftowych z Arabii Saudyjskiej jest jedynym sposobem odgrodzenia się od niewygodnego sąsiada, który w imię głoszonych haseł religijnych chce podbić zbrojnie region Bliskiego Wschodu.
 
 
Więcej przeczytacie w artykule Dominika Sikorskiego „Mur – bariera czy ochrona?“ w najnowszym wydaniu (3/2015) „Geografii w Szkole“.

 

Złoto i góry, czyli związek złóż z wędrówką kontynentów

 
 (...)Zarówno złoto, jak i srebro wydobywane były od tysięcy lat. Jednak jeszcze w XIX wieku złóż kruszcu poszukiwano w sposób przypadkowy. Epizody gorączki złota powtarzały się cyklicznie na różnych kontynentach, a największych odkryć dokonywano nie dzięki wiedzy, ale determinacji i szczęściu.

Te czasy odeszły już jednak do historii. Dzisiaj wiemy już, w jakich warunkach geologicznych tworzą się rudy metali, a znając w przybliżeniu budowę geologiczną wszystkich kontynentów możemy ustalić, gdzie znajdują się perspektywiczne złoża. Dzięki temu złoto stanowi stosunkowo przewidywalną inwestycję, ponieważ jego posiadacz nie musi się obawiać nagłego uwolnienia wielu ton kruszcu z nieznanych obecnie złóż.
Nie oznacza to oczywiście, że nie znajdujemy już żadnych nowych źródeł złota i srebra. Poza tym wydobycie sporej ilości rud metali nie jest obecnie ekonomicznie opłacalne. Może się to jednak zmienić w przyszłości, gdy opracowane zostaną nowe, tańsze i bardziej wydajne technologie wydobycia. Nieco złota i srebra pozostało też w miejscach, gdzie eksploatacja została już zakończona. Tak jest na przykład w Złotym Stoku na Dolnym Śląsku, gdzie kopalnię zamknięto kilkadziesiąt lat temu, jednak w skałach wciąż znajdują się, w dużym rozproszeniu, blisko dwie tony metalu.
 
Osadowe złoża złota
Mimo swojej rzadkości i związanej z tym ceny zarówno złoto, jak i srebro mogą występować w wielu różnych typach złóż. Wydobycie złota najczęściej kojarzymy z jego wypłukiwaniem z osadów rzecznych. Jest to rzeczywiście najłatwiejszy, wymagający najprostszych narzędzi, sposób pozyskania kruszcu. Ziarna minerałów znajdujące się w osadach rzecznych pochodzą z niszczenia różnego rodzaju skał. Obecność złota w strumieniu oznacza zatem, że gdzieś w jego zlewni znajdują się wychodnie skał zawierających ten metal.
W dziejach Ziemi bardzo często zdarzało się, że osady rzek lub plaż zawierające drobinki złota ulegały lityfikacji, czyli stawały się skałami, które przetrwały do dziś. Niektóre istniejące osadowe złoża znajdują się więc nie w korytach istniejących obecnie cieków wodnych, ale w skałach, które przed milionami lat tworzyły się na dnach ówczesnych rzek, w rejonach delt i na wybrzeżach. Najstarsze tego typu złoża, zlokalizowane w RPA, mają za sobą blisko trzy miliardy lat historii, podczas których oddziaływały na nie dodatkowo procesy związane z przepływem gorących roztworów hydrotermalnych oraz metamorfizmem.
 
Gdy tworzą się góry
Osadowe złoża złota stanowią tylko jeden z kilkunastu możliwych źródeł pozyskania złota. Pozostałe związane są ze skałami magmowymi i metamorficznymi. Niektóre ze złóż pojawiają się w dawnych osadach lądowych i morskich, które zostały silnie przeobrażone w wyniku działania procesów metamorficznych. Większość związana jest jednak z obecnością skał magmowych, zarówno głębinowych, jak i wulkanicznych. Oznacza to, że genezę złota znajdującego się w skorupie ziemskiej należy wiązać z procesami prowadzącymi do powstawania intruzji magmowych pod powierzchnią ziemi lub do wyrzucania dużych objętości lawy na powierzchnię.
I tak rzeczywiście jest. Ponad 75 procent złota wydobytego w dziejach ludzkości powstało w wyniku działania procesów związanych z tworzeniem się górotworów (orogenów). Istnienie gór zawdzięczamy natomiast wędrówce kontynentów, czyli tektonice kier litosfery (...)
Związek obecności złota z globalną tektoniką staje się oczywisty, gdy spojrzymy na mapę dużych złóż w rejonie okołopacyficznym. Są one zgrupowane wzdłuż krawędzi kontynentów azjatyckiego i północnoamerykańskiego, w rejonach sąsiadujących z rowami oceanicznymi i strefami subdukcji. Te same okolice znane są z istnienia licznych wulkanów, co dobitnie świadczy o intensywnym magmatyzmie. Na krawędziach tych kontynentów tworzą się także bardzo wysokie pasma górskie. Nie są one efektem kolizji kier kontynentalnych, ale skutkiem procesów zachodzących w rejonie stref subdukcji i przyłączania do kontynentów niewielkich wysp oceanicznych. Takie górotwory określane są niekiedy mianem orogenów akrecyjnych. Stanowią one miejsca, gdzie tworzą się duże złoża złota oraz innych metali. Nieprzypadkowo gorączki złota kojarzone są przede wszystkim z Dzikim Zachodem.
Od schematu odbiegają nieco złoża znajdujące się we wschodniej Australii, która leży daleko od krawędzi płyty pacyficznej. Złoto, które tam jest wydobywane ma o wiele dłuższą historię. W paleozoiku, a więc około 500-300 milionów lat temu Australia stanowiła część dużego kontynentu nazywanego Gondwaną, leżąc na jego peryferiach. Znajdowała się wówczas w sytuacji analogicznej do znanej z dzisiejszej zachodniej krawędzi Ameryki Północnej. Geneza wschodnioaustralijskich złóż złota jest zatem zbliżona do dziejów złóż dużo młodszych, zlokalizowanych na krawędzi obecnej płyty pacyficznej.
Złoto znajdowane jest również w zachodniej Australii, a także w głębi Azji. Mogłoby się wydawać, że jego pochodzenie nie może mieć związku z wędrówką kontynentów. Trzeba jednak pamiętać, że współczesne kontynenty tworzyły się podczas długich milionów lat poprzez łączenie wielu drobnych fragmentów skorupy kontynentalnej. Tak właśnie powstały Australia oraz Azja. Złoża złota ukryte w azjatyckim interiorze dokumentują przebieg dawnych oceanów, które oddzielały od siebie fragmenty skorupy kontynentalnej budujące dzisiaj, po wielu milionach lat, Azję. Te dawne oceany uległy likwidacji w ciągu ostatnich kilkuset milionów lat: tak też datowane są tamtejsze złoża złota.
 
Polskie złoża srebra i złota
Spore złoża złota i srebra znajdują się także w Polsce. Nasz kraj jest obecnie jednym z dużych producentów srebra, zajmując pierwsze miejsce w Europie. Kruszec wydobywany jest w Legnicko-Głogowskim Okręgu Miedziowym (LGOM-ie). Eksploatowane są tam między innymi tak zwane łupki miedzionośne, które powstały podczas wkraczania morza na obszar dzisiejszej Polski w późnym permie, czyli nieco ponad 250 milionów lat temu. Metale (głównie miedź, ale także srebro, i w mniejszym stopniu złoto) znajdują się więc w skałach osadowych, choć ich duże nagromadzenie nie jest związane jedynie z procesami tworzenia się tego osadu (czyli sedymentacją), ale migracją pierwiastków, która zachodziła już po powstaniu skał. Geneza dolnośląskich złóż była więc skomplikowana i wieloetapowa. Efektem jest stosunkowo cienka warstwa łupków, w obrębie której – a także nieco powyżej oraz poniżej – obecne są duże ilości minerałów zawierających miedź i srebro, ale także nikiel, kobalt, złoto, wanad i molibden.
Dolnośląskie złoża polimetaliczne znajdują się w skałach osadowych, a zatem źródłem tamtejszej miedzi, jak i srebra oraz złota musiały być jakieś starsze skały magmowe lub metamorficzne. Na obszarze Sudetów są nimi między innymi różnego wieku granity i skały wulkaniczne datowane na paleozoik. Stanowią one zapis fascynującej historii tego obszaru. Około 400 milionów lat temu dzisiejszy Dolny Śląsk był archipelagiem wysp na oceanie, odległym o setki kilometrów od Europy. Około 350 mln lat temu wyspy te zostały przyłączone do platformy europejskiej. Miało to miejsce podczas silnych ruchów górotwórczych, w wyniku których powstał również olbrzymi kontynent skupiający w sobie większość ziemskich lądów – Pangea (...)
 
Obecność dolnośląskiego srebra ma zatem, tak jak opisane wcześniej złoża złota, ścisły związek z wędrówką dawnych kontynentów, ich kolizjami i powstawaniem nieistniejących już dzisiaj łańcuchów górskich oraz wulkanów. Trzeba było wielu milionów lat historii by powstały pokłady, które dzisiaj eksploatujemy.
 
Więcej przeczytacie w artykule „Złoto i góry, czyli związek złóż z wędrówką kontynentów“ Pawła Wolniewicza w najnowszym wydaniu (2/2015) „Geografii w Szkole“



Krótki żywot jezior


Jeziora są jednym z najbardziej zmiennych elementów krajobrazu. Niewielka zmiana klimatu lub zła decyzja człowieka mogą spowodować zanik nawet największego śródlądowego zbiornika wodnego.

Dobrze pokazuje to zagłada Jeziora Aralskiego. W ciągu 50 lat utraciło ono ponad 80 procent swojej powierzchni, a jedynym winnym tej katastrofy był człowiek. Dla zysków z uprawy bawełny bezpowrotnie zniszczono bogaty ekosystem, otrzymując w zamian jedynie monokulturowe plantacje. Podjęte próby ratowania jeziora doprowadziły tylko do podwyższenia poziomu wody w jednej z jego dawnych zatok. Raz zniszczonego zbiornika wodnego prawdopodobnie już nigdy nie uda się odtworzyć.
Jezioro Aralskie nie jest jednak jedynym wielkim zbiornikiem śródlądowym, który znikł z mapy świata w ciągu minionych kilkunastu tysięcy lat. Ogromny wpływ na losy wielu jezior miały zmiany klimatyczne na przełomie plejstocenu i holocenu, około 14-10 tys. lat temu. Zanikały wówczas wielkie zbiorniki wodne położone w zachodnich częściach obu Ameryk. Ich historię można prześledzić badając rejony Wielkiego Jeziora Słonego w USA, a także jeziora Titicaca na pograniczu Peru i Boliwii.
 
Bonneville i Lahontan
Patrząc na zdjęcie satelitarne okolic Wielkiego Jeziora Słonego (leżącego na terenie stanu Utah w USA) można zobaczyć, że zajmuje ono część znacznie większej kotliny, na której powierzchni zalegają białawe osady solne. To pozostałość ogromnego, plejstoceńskiego jeziora Bonneville, ponad 10 razy większego od obecnego, mającego i tak ponad 100 km długości, zbiornika wodnego. Swoją maksymalną powierzchnię osiągnął on około 15 tysięcy lat temu. Zbiornik Bonneville zajmował rozległe tereny Wielkiej Kotliny, w tym także obszar zalany wodami dzisiejszego Wielkiego Jeziora Słonego. W odróżnieniu od tego ostatniego był jednak o wiele głębszy, a pamiątką po ostatnich fazach jego zaniku jest Wielka Pustynia Słona, rozciągająca się na obszarze ponad 10 tys. km2.
Jak powstało i zanikło jezioro Bonneville? Nie ma wątpliwości, że decydujące okazały się zmiany warunków klimatycznych. Duże znaczenie miał zwłaszcza przebieg polarnego prądu strumieniowego, przemieszczającego się z zachodu na wschód na pograniczu troposfery i stratosfery. Prąd ten powstaje pomiędzy sąsiadującymi ze sobą masami powietrza o różnej temperaturze. Układ tych mas zależy z kolei między innymi od wielkości oraz umiejscowienia pokryw lodowych. Wielkie plejstoceńskie lądolody pokrywające północną część kontynentu amerykańskiego wpływały zatem na trajektorię prądu strumieniowego, a w konsekwencji także na klimat w rejonie Wielkiej Kotliny. Okresy stosunkowo wilgotne przeplatały się ze skrajnie suchymi, powodując gwałtowne zmiany powierzchni i głębokości zbiornika Bonneville.
Związek fluktuacji linii brzegowej jeziora oraz zasięgu czap lodowych został już przekonująco udowodniony. W okresach, w których lądolód sięgał najdalej na południe, powierzchnia Bonneville również się zwiększała. Po zaniknięciu plejstoceńskiej czapy lodowej jezioro również skurczyło się o około 90 procent, pozostawiając resztkowy zbiornik w postaci Wielkiego Jeziora Słonego (...)
 
Tauca
Płaskowyż Altiplano znajdujący się na terenie Boliwii oraz Peru stanowi obecnie półpustynię, na której znajdują się pojedyncze, choć duże jeziora, a także ogromne solniska, na czele z największym na świecie Salar de Uyuni. Na południowy zachód od tej wyżyny, za pasmem Kordyliery Zachodniej, położona jest pustynia Atakama: jedno z najbardziej suchych miejsc na Ziemi. Trudno uwierzyć, że 14 tysięcy lat temu na terenie Altiplano znajdował się ogromny zbiornik śródlądowy (jezioro Tauca), sześć razy większy od współczesnego jeziora Titicaca. Potwierdzają to dane zgromadzone przez naukowców.
Skromną pozostałość po wielkim zbiorniku Tauca stanowi dzisiaj słone jezioro Poopó. Jego lustro wody położone jest na wysokości 3680 m n.p.m. Tymczasem 14 tys. lat temu jezioro to było sto metrów głębsze i sięgało niemal do znajdującego się 200 km na północ jeziora Titicaca. W kierunku południowym zbiornik Tauca rozlewał się na niemal całą powierzchnię Altiplano, obejmując swym zasięgiem współczesne solniska, w tym przede wszystkim Salar de Uyuni.
Olbrzymie jezioro istniało około cztery tysiące lat (18-14 tys. lat temu), a w najpóźniejszym plejstocenie jego powierzchnia skurczyła się znacząco. Jezioro Poopó straciło wówczas połączenie z Salar de Uyuni, a lustro wody opadło o 80 metrów. Płaskowyż Altiplano już nigdy więcej nie został zalany wodą, a dzisiaj poza kilkoma zbiornikami wodnymi pamiątką po dawnych czasach pozostają solniska (...)
 
Losy innych jezior
Choć wielkie jeziora obu Ameryk istniały mniej więcej w tym samym czasie, nie oznacza to, że podobne procesy zaobserwowano na innych kontynentach. Zmiany wysokości lustra wody oraz powierzchni jezior nigdy nie miały takiego samego charakteru na wszystkich lądach, a warunki klimatyczne zmieniały się z reguły inaczej na obu półkulach. Poza tym los jezior zależy od wielu czynników lokalnych, takich jak przepływ w rzekach dostarczających wodę do zbiornika.
Wspomniane na początku Jezioro Aralskie w początkach holocenu – a więc w trakcie zanikania zbiorników Bonneville i Tauca – zaczęło zwiększać swoją powierzchnię. Około 10 tysięcy lat temu było ono jeszcze relatywnie niewielkie, porównywalne ze szczątkowym basenem z końca XX wieku. Dopiero potem, wraz z reorganizacją sieci rzecznej, Jezioro Aralskie zaczęło sukcesywnie zwiększać poziom lustra wody oraz powierzchnię. Swój maksymalny zasięg (a także głębokość o 20 metrów większą niż w 1960 roku) uzyskało ono około pięć tysięcy lat temu.
Jeszcze inny schemat można zaobserwować badając historię polskich jezior. Powstały one po ustąpieniu z terytorium naszego kraju lądolodu skandynawskiego – a zatem wtedy, gdy kurczenie się pokryw lodowych na półkuli północnej spowodowało wyschnięcie wielkiego jeziora Bonneville. Wycofanie się mas lodowych umożliwiło utworzenie się jezior, które pokrywają dzisiaj północną Polskę, ale jednocześnie spowodowało zanik jezior zastoiskowych znajdujących się przed czołem lądolodu. Zmiany klimatyczne pociągnęły więc za sobą również przebudowę sieci wodnej.
Wszystkie te przykłady pokazują jak, nietrwałym i podatnym na zmiany klimatu elementem krajobrazu są jeziora. Historia Jeziora Aralskiego uzmysławia natomiast ich wrażliwość na szkodliwą działalność człowieka, polegającą najczęściej na (jak w tym przypadku) obniżaniu zwierciadła wód podziemnych, a także na zwiększaniu żyzności (eutrofizacji) zbiorników śródlądowych. Skutki oddziaływania zmian klimatu na wielkie jeziora plejstoceńskie stały się wyraźne po setkach lat. Tymczasem człowiek przesądził los Jeziora Aralskiego w czasie nie dłuższym niż 30-40 lat, i to w sposób praktycznie nieodwracalny.
Więcej przeczytacie w artykule Pawła Wolniewicza "Krótki żywot jezior" w najnowszym wydaniu (1/2015) "Geografii w Szkole".

 

Jak dzisiaj szukamy meteorytów?

W listopadzie 1914 roku na terenie wsi Morasko, leżącej dziś w granicach administracyjnych Poznania, znaleziono ważący 77 kg meteoryt. W ciągu stu lat, które upłynęły od tamtego wydarzenia dokonano kolejnych znalezisk, w tym największego polskiego meteorytu, aż 260-kilogramowego.
Wszystkie te odkrycia pozwoliły na stwierdzenie, że około pięć tysięcy lat temu rejon dzisiejszego Poznania był świadkiem deszczu meteorytów – podobnego do tego, jaki miał miejsce w lutym 2013 roku w okolicach rosyjskiego Czelabińska. Zdarzenie to dokumentuje też kilka zagłębień znajdujących się na terenie rezerwatu „Meteoryt Morasko”, interpretowanych, jako kratery uderzeniowe.
Deszcze meteorytów są efektem rozpadu dużego meteoru (tak zwanego bolidu) wchodzącego w ziemską atmosferę. Na niewielki fragment powierzchni Ziemi spada wówczas wiele meteorytów. Deszcz, który miał miejsce na terenie dzisiejszego Poznania, był zdarzeniem na dużą skalę, a o jego wyjątkowości stanowią dobrze zachowane kratery uderzeniowe. Nie oznacza to, że zjawiska takie są rzadkie. Wręcz przeciwnie, upadki pojedynczych meteorytów oraz deszcze materii pozaziemskiej zdarzają się często. Zaledwie 150 lat temu, w 1868 roku w okolicach Pułtuska spadły tysiące meteorytów kamiennych – było to jedno z największych tego typu wydarzeń w czasach historycznych. Deszcze meteorytów notowano też wielokrotnie poza Polską. Spektakularny przykład stanowi upadek bolidu nad górami Sichote-Alin w Rosji w 1947 roku. Jego fragmenty wybiły w ziemi ponad setkę kraterów, a największy znaleziony meteoryt ważył blisko dwie tony!
 
Znikające kratery i meteoryty
Skoro upadki materii pozaziemskiej to stosunkowo częste zjawisko, to dlaczego małe fragmenty meteorytów są tak cenne, a nieliczne kratery stanowią wielką atrakcję turystyczną? Jest to efekt szybko postępujących zmian, którym ulega powierzchnia Ziemi. W odróżnieniu od innych planet skalistych oraz Księżyca nie jest ona martwa. Skorupa ziemska składa się z szeregu zazębiających się kier (płyt), które nieustannie wędrują, zderzają się, a także ulegają niszczeniu w strefach subdukcji, gdzie jedna z płyt zanurza się pod inną. Z wędrówką kontynentów wiąże się również wulkanizm oraz ruchy górotwórcze. Gęsta ziemska atmosfera oraz oceany odpowiedzialne są z kolei za procesy wietrzenia i erozji skał. Wszystko to powoduje, że kratery meteorytowe szybko znikają z powierzchni Ziemi, a meteoryty ulegają wietrzeniu. Proces ten dodatkowo przyspiesza działalność organizmów żywych. Ślady dawnych upadków materii kosmicznej są zatem bardzo nietrwałe, inaczej niż w przypadku Marsa lub Księżyca, których powierzchnia nie zmieniła się znacząco od milionów lat.
Mimo tych wszystkich trudności naukowcy zdołali jednak zgromadzić sporo informacji o upadkach meteorytów sprzed milionów lat. Dobry przykład stanowi uderzenie dużego ciała niebieskiego (prawdopodobnie planetoidy), które miało miejsce 65 mln lat temu, w schyłku kredy. W jaki sposób dowiadujemy się o takich odległych wydarzeniach, skoro na powierzchni Ziemi nie pozostał po nich żaden ślad?
 
Cały artykuł Pawła Wolniewicza „Sto lat meteorytu Morasko: jak dzisiaj szukamy meteorytów? przeczytacie w najnowszym wydaniu (6/2014) „Geografii w Szkole“

 

Przyrodnicze cuda świata - Kapadocja i Pamukkale

Kapadocja to historyczno-geograficzna kraina położona w centralnej Anatolii (Azji Mniejszej), uważana za jeden z najbardziej niezwykłych regionów Turcji.

Najpiękniejsza geograficznie Kapadocja to obszar między miastami Aksaray – od zachodu, Kayseri – od wschodu i Niğde – od południa. Mniej więcej przed 3 milionami lat miała tu miejsce gwałtowna erupcja wulkanów Erciyes Daği (3916 m n.p.m.) i Melendiz Daği (2935 m n.p.m.). Niektórzy uważają, że był to jeden z największych kataklizmów w dziejach świata. Popioły wulkaniczne oraz spływające z kraterów wulkanów potoki lawy pokryły całą okolicę grubą warstwą biało-żółtych tufów oraz czarnych skał bazaltowych. 
Tufy wulkaniczne są niezwykle miękkie i podatne na wpływ erozji. Wody opadowe, śnieg i wiatr wyżłobiły w nich głębokie wąwozy, pozostawiając – uwięzione w tufie − mniej podatne na zniszczenie skały bazaltowe. W efekcie powstał unikalny przyrodniczo krajobraz skalnych kanionów oraz stożków, piramid, iglic i kominów. Część smukłych stożków tufowych zwieńczona jest odpornymi skałami wulkanicznymi, co wywołuje wrażenie fantazyjnych nakryć głowy u tych „kamiennych pielgrzymów”. 
Niezwykłej atrakcyjności tej baśniowej krainie, zwłaszcza w okolicy Ürgüp, dodają różnorodne barwy, pochodzące od minerałów budujących poszczególne warstwy skalne. Ponieważ na bazie tufu wulkanicznego – skały lekkiej, zwięzłej i porowatej tworzą się niezwykle żyzne gleby, stąd też od dawna na dnie wąwozów powstawały poletka uprawne, winnice i sady (...)
 
Skalne miasta i kościoły
Miękkość skał tufowych (zachowywana aż do momentu zetknięcia się z powietrzem) już od najdawniejszych czasów wykorzystywała miejscowa ludność wykuwając w nich mieszkalne jaskinie. Do tego typu działań zachęcał też brak innego materiału budowlanego (zwłaszcza drewna), a skalne mieszkania stosunkowo dobrze chroniły przed chłodem zimą i słoneczną spiekotą latem. 
W średniowieczu osiadali tu pierwotni chrześcijanie propagujący samotność i ascezę, których wielu było w Bizancjum. Początkowo żyli oni w odosobnieniu, później mnisi łączyli się w większe grupy i w tym celu drążyli w skałach skomplikowane systemy klasztornych pomieszczeń, kaplic i kościołów. Skalne świątynie wykuwali odtwarzając bizantyjską architekturę sakralną tamtych czasów, z kolumnami, sklepieniami i łukami. Ściany ozdabiano freskami przedstawiającymi sceny biblijne, postacie Chrystusa, Matki Boskiej i świętych. 
Jaskinie, jako schronienie i skalne kościoły, jako sekretne miejsca kultu religijnego używano chroniąc się najpierw przed prześladowaniami Rzymian, później przed najazdami muzułmańskimi (VIII w.) oraz Turkami Seldżuckimi (XI w.). Jako ostatni kryli się tutaj w XIX w. Turcy przed najeźdźcami egipskimi. 
Także w czasach pokoju pieczary były wykorzystywane przez mieszkańców i pustelników. Każda wieś w tym regionie składa się, przynajmniej w części, z domostw wykutych w dziwacznie uformowanych skałach tufowych. Dziś niektóre z jaskiń i wnęk skalnych wykorzystuje się jako spiżarnie i gołębniki.
Do dzisiaj zachowało się w Kapadocji (ze szczególną koncentracją w rejonie Nevşehir i Ürgüp) wiele skalnych kościołów. Większość z nich pochodzi z IX-XI w., niektóre jednak są dużo starsze i sięgają czasów wczesnochrześcijańskich. Dzięki ciemnościom panującym wewnątrz i suchemu klimatowi przetrwały do dzisiaj. Szczególne skupisko kościołów i kaplic znajduje się w skansenie w Parku Narodowym Göreme, wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w 1985 r. Odkryto je dopiero w 1907 r. Najsłynniejsze z nich to kościół św. Barbary, Kościół Ciemny (ma tylko jedno małe okno; z najlepiej zachowanymi freskami, m.in. Chrystusa Pantokratora), Kościół z Wężem (z freskiem przedstawiającym św. Jerzego i św. Teodora walczących ze smokiem), Kościół Sandałów (z widocznymi śladami stóp, które – według legendy – odcisnął Chrystus). Wiele skalnych świątyń znajduje się też w przepięknej krajobrazowo dolinie Ihlara, położonej na południowy wschód od miasta Aksaray.
Z wielu podziemnych miast najbardziej znane są Kaymakli i − największe w Kapadocji − Derinkuyu (tur. „Głęboka Studnia”), oba położone na południe od Nevşehir. Najstarsze labirynty tuneli prawdopodobnie pochodzą z II tysiąclecia przed naszą erą, z czasów państwa Hetytów. Na wielu poziomach mieściły się tu komnaty mieszkalne, świątynie, pomieszczenia gospodarcze, wytwórnie wina, magazyny, schowki (m.in. na lampy oliwne), źródła wody, szyby wentylacyjne, a nawet śmiertelne pułapki przygotowane na atakujących nieprzyjaciół. W miastach tych chroniła się miejscowa ludność w czasie najazdów, niekiedy na długie miesiące.
 
Wirujący derwisze
Położone na południowy zachód od Kapadocji miasto Konya jest centrum anatolijskiego islamu (sufizmu). Jest ono jednym z najbardziej religijnych i konserwatywnych miast w Turcji − dla tureckich muzułmanów Konya jest tym, czym Częstochowa dla polskich katolików. Mimo że działa tu jeden z największych browarów w kraju, w mieście obowiązuje rygorystyczny zakaz sprzedaży piwa (nie wspominając o innych alkoholach).
W Konyi (do XII w. noszącej rzymską nazwę Ikonium) ok. 50 r. n.e. zatrzymywał się kilkakrotnie św. Paweł. Wtedy był to jeden z największych ośrodków chrześcijaństwa w Anatolii. Okres świetności Konyi przypadł na XIII w., kiedy miasto było stolicą sułtanów seldżuckich. Wtedy to powstało tu mistyczne bractwo mewlewitów, znanych jako wirujący derwisze. Poprzez pieśni i taniec dążyli oni do mistycznego zjednoczenia się z Bogiem. Założyciel zakonu Celladin Rumi, zwany przez wyznawców Mevlaną (Nasz Pan) nawoływał do pokoju, tolerancji i przebaczania. Głosił także, tak światłą w tamtych czasach koncepcję, jak szacunek dla kobiet. Pielgrzymi i turyści zwiedzają dziś muzeum Mevlany (zlokalizowane obok zabytkowego meczetu z XVI w.), gdzie w kompleksie budynków mieści się grób Mevlany. 
Zakon wirujących derwiszów rozwiązano w 1925 r. (na rozkaz Atatürka), ale na pamiątkę ich działalności w grudniu, w rocznicę śmierci tego muzułmańskiego poety i teologa, odbywa się festiwal derwiszów. Podczas niego mężczyźni ubrani w długie białe szaty wprawiają się w trans wirującym tańcem – z całą mistyczną energią tańczą dla chwały Allaha.
 
„Bawełniany Zamek”
Nieco dalej na zachód od Kapadocji, w sąsiedztwie miasta Denizli, w dolinie rzeki Menderes, w naszej literaturze geograficznej znanej pod nazwą Meander (słynącej z charakterystycznych zakoli) znajduje się Pamukkale. Uważane jest za jeden z przyrodniczych cudów świata. Spływa tu w dół stoku, po nierównościach terenu, ciepła źródlana woda o temperaturze 43o C. Ponieważ woda zawiera duże ilości węglanu wapnia, podczas częściowego parowania i uwalniania się dwutlenku węgla, zawarte w niej związki chemiczne krystalizują się i odkładają na skalnym podłożu. Osadzający się przez około 14 tysięcy lat węglan wapnia utworzył system fantastycznych kaskad trawertynowych, oddzielających misy i baseny wypełnione wodą. Naturalnie rzeźbione, półkoliste ściany basenów mają w większości barwę śnieżnobiałą, tylko miejscami pojawiają się szare, żółtawe i jasnopomarańczowe smugi świadczące o wytrącaniu się różnych minerałów. Obecnie udostępniona jest część południowa stoku, a ze względu na ochronę osadów, wejść na trawertyny można tylko po uprzednim zdjęciu obuwia. Podobne do tureckich, imponujące kaskady trawertynowe występują tylko w Parku Narodowym Yellowstone, w Stanach Zjednoczonych.
Znane od dawna lecznicze właściwości wód mineralnych Pamukkale wykorzystał w 190 r. p.n.e. król Pergamonu zakładając Hierapolis. Położone powyżej wapiennych tarasów miasto stało się popularnym kąpieliskiem. Kilkakrotne trzęsienia ziemi i wojny przyczyniły się do ostatecznego upadku miasta w XIV w. Wśród ruin zachowały się do dzisiaj znaczące fragmenty kolumnady głównej ulicy, budynku łaźni termalnej, teatru rzymskiego oraz potężna nekropolia. W 1988 r. Hierapolis wraz z Pamukkale zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jako obiekt o charakterze kulturowo-przyrodniczym.
 
Więcej przeczytacie w artykule Jerzego Wrony „Kapadocja i Pamukkale – perły historii i geografii Turcji“ w najnowszym wydaniu (6/2014) „Geografii w Szkole“
 

 

Czy Polsce grozi stepowienie?

Spoglądając przez okno w pochmurne i deszczowe dni wdaje nam się, że wody mam pod dostatkiem. Tymczasem naukowcy twierdzą, że w Europie mniejsze zasoby wodne mają tylko Czechy, Cypr i Malta. Nasze są jedynie o 180 m3/osobę większe niż w Egipcie. Ile mamy wody?

 
O kwestii zasobów wodnych Polski przypominają coroczne doniesienia mediów o deficytach wody w różnych regionach naszego kraju. W roku bieżącym było to m.in. rekordowe obniżenie się poziomu jezior mazurskich o ok. 40 cm. Zjawiska tego typu, ze względu na swą spektakularność, bardzo uwydatniają problem, za którym stoją również dane liczbowe Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej oraz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
Dla zasobów wodnych Polski największe znaczenie posiadają wody powierzchniowe, których udział w poborze na cele gospodarcze sięga 96%. Ich objętość szacuje się na 
61,9 km3/rok. Z kolei potencjał wód podziemnych, wykorzystywanych w mniejszym stopniu, oceniany jest na 13,8 km3/rok, co daje w przeliczeniu na osobę średnio ok. 1 m3 na dobę. Sumując powyższe wartości oszacowano, że na jednego mieszkańca Polski w ciągu roku przypada 1580 m3 wody. Wielkość ta na przestrzeni ostatniego półwiecza wahała się od 1140 do 2570 m3, co świadczy o znacznej zmienności warunków hydrologicznych naszego kraju. Czy jednak powyższe wartości są wystarczające? W odniesieniu do średniej europejskiej wynoszącej 4650 m3/rok, Polska wypada bardzo słabo. W skali Europy zajmujemy czwarte miejsce od końca pod względem zasobów wodnych przypadających na jednego mieszkańca, wyprzedzając jedynie Czechy, Cypr i Maltę. Zasoby wodne Polski są mniejsze nawet niż w Hiszpanii, a jedynie o 180 m3/osobę większe niż w Egipcie. Prognozy klimatologiczne, obejmujące okres do końca obecnego stulecia, również nie nastrajają optymistycznie. Zwiastują one z jednej strony wzrost częstotliwości susz oraz obniżenie wilgotności gleb, z drugiej natomiast – wzrost prawdopodobieństwa występowania gwałtownych opadów. Mające nastąpić zmiany nie będą zatem związane z objętością opadów, ale z ich sezonowością, a dokładniej ze wzrostem sum opadów półrocza zimowego, kiedy ogólne zapotrzebowanie na wodę jest mniejsze. Zmiany te spowodowane są tendencją do wzrostu średniej temperatury powietrza półrocza chłodnego. To z kolei powoduje podwyższenie wartości parowania terenowego, uniemożliwiającego wystarczającą alimentację wód podziemnych, a co za tym idzie – niedobór wody w okresie letnim. Prognozy mówią, że do 2020 r. częstotliwość występowania susz w Polsce może wzrosnąć nawet dwukrotnie, a okresy posuchy przerywane będą gwałtowniejszymi opadami.
 
Natura i presja człowieka
Pojawia się zatem pytanie o przyczyny zasygnalizowanego problemu. Można je podzielić na dwie kategorie – naturalne oraz antropogeniczne. Polska znajduje się w obszarze stosunkowo mało korzystnych warunków hydrometeorologicznych. Przez jej terytorium przebiega, w postaci klina między Bałtykiem a Karpatami, wschodnioeuropejski obszar niskich opadów o wartościach poniżej 600 mm/rok. Obecnie roczna suma opadów wynosi dla Polski średnio nieco powyżej 600 mm/rok i waha się od 500 mm w pasie nizin do wartości znacznie przekraczających 1000 mm w obszarach górskich. Zasięg obszaru niskich sum opadów nakłada się na przebiegający od zachodu po Ukrainę pas podwyższonych wartości parowania terenowego. Istotnym czynnikiem jest również sezonowość opadów, związana z cyrkulacją powietrza – cyklonalną z zachodu i antycyklonalną ze wschodu, jako konsekwencją przejściowego klimatu Polski. Pierwsza z nich odpowiedzialna jest za opady, szczególnie wysokie w półroczu zimowym, natomiast druga z nich przyczynia się do okresów bezopadowych.
Powyższe warunki wpływają na pogorszenie warunków hydrologicznych i skutkują m.in. obniżeniem wartości współczynnika odpływu rzek (stosunku odpływającej wody do sumy występujących w tym czasie opadów i roztopów), który w Polsce wynosi ok. 25% i jest nawet dwukrotnie niższy niż dla rzek Europy Zachodniej. Podobnie jest ze średnim odpływem jednostkowym rzek, który wynosi 5,4 dm3/s/km2, a który dla Europy wynosi średnio 9,5 dm3/s/km2.
Naturalne predyspozycje środowiska do kształtowania się skromnych zasobów wodnych zostały w ciągu wieków pogłębione przez presję człowieka na naturalne elementy bilansu hydrologicznego. Największym zmianom zostały poddane zdolności retencyjne środowiska. Jeszcze w średniowieczu większą część powierzchni naszego kraju zajmowały lasy i obszary podmokłe, stanowiące naturalny rezerwuar wód. 
Od XIV w. udział obszarów podmokłych zmalał do 14%. Wśród nich obecnie jedną trzecią zajmują torfowiska, które w znacznej mierze wykazują cechy odwodnienia. Zmniejszył się również udział lasów (z 70 do 32% powierzchni Polski). Szczególną rolę pełnią lasy obszarów źródłowych i wokół akwenów, nie tylko ze względu na ochronę jakości wód, ale także kształtowania się reżimu odpływu. W Polsce 21% powierzchni lasów państwowych ma obecnie status lasów wodoochronnych, gdzie powinna odbywać się zrównoważona gospodarka leśna, kładąca szczególny nacisk na zachowanie warunków hydrologicznych. Tymczasem w wielu miejscach obserwowane jest postępujące obniżanie się poziomu wód gruntowych w lasach. 
Oddziaływanie człowieka na zasoby wodne nie sprowadziło się jedynie do trzebieży lasów. Na skutek upowszechniania się rolnictwa przeprowadzano masowe melioracje i osuszanie gruntów, a w celach komunikacyjnych i gospodarczych − liczne regulacje koryt rzecznych. Zabiegi te doprowadziły w znacznej mierze do obniżenia się zwierciadła wód gruntowych, przyspieszonego odpływu w rzekach oraz osuszenia małych dolin, mokradeł i wielu małych zbiorników wodnych. W ten sposób drastycznie zredukowano najistotniejszy element magazynujący wodę w środowisku naszego kraju, czyli obszary tzw. małej retencji. Dlatego też obecne zdolności retencyjne obszaru Polski (113 km3/rok) plasują ją na jednym z ostatnich miejsc w skali Europy.
 
Skala problemu
Problem deficytu wody na obszarze Polski ma kilka aspektów, wynikających z nierównomierności warunków hydrologicznych i sposobem gospodarowania wodami: niedobór zasobów w pewnych okresach w ciągu roku (aspekt czasowy), w określonych miejscach (aspekt przestrzenny) oraz niedobór wody o odpowiedniej jakości (aspekt jakościowy).
Okresy niedoboru wody występują w Polsce najczęściej w marcu oraz w półroczu letnim − od czerwca do września. Pomimo faktu, że nadmiar wody w postaci powodzi w 60% przypadków dotyczy właśnie miesięcy letnich, również na ten czas przypadają deficyty wody. Przyczyna leży w wyższych wartościach ewapotranspiracji oraz większym zapotrzebowaniem na wodę z uwagi na wyższe temperatury, prace rolnicze i wzrost roślin w okresie wegetacyjnym.
Przy szczególnie niekorzystnych warunkach hydrometeorologicznych może powstać zjawisko suszy, która przebiega w trzech etapach. Pierwszy, wywołany długotrwałym brakiem opadów i potęgowany wysoką temperaturą, nosi nazwę suszy atmosferycznej. Z czasem mogą zacząć wyczerpywać się zasoby wilgoci w glebach, nieustannie drenowanych przez cieki wodne, prowadząc do wystąpienia suszy glebowej. Przy stale obniżającym się poziomie wód gruntowych może dojść do wysychania studni, źródeł, a nawet utraty wody przez cieki, co nazywane jest suszą hydrologiczną, która posiada najpoważniejsze następstwa dla funkcjonowania środowiska i gospodarki człowieka. Przerwaniu suszy musi towarzyszyć opad o odpowiednich parametrach. Występujące w lecie intensywne, często krótkotrwałe opady, powodują gwałtowne, przeważnie lokalne wezbrania, które jednak nie są w stanie uzupełnić zasobów wód z uwagi na zbyt szybki przebieg opadu i przyspieszony odpływ wody. Ocenia się, że ok. 50% rocznego odpływu wód z Polski to niewykorzystany, przyspieszony odpływ pochodzący ze spływu powierzchniowego.
W aspekcie przestrzennym problem okresowego deficytu wody dotyczy, w zależności od roku, nawet ¾ powierzchni Polski. Na podstawie wieloletnich obserwacji można wyróżnić kilka regionów, które najczęściej muszą borykać się z niedoborem zasobów wodnych. Są nimi Nizina Wielkopolska, Pojezierze Wielkopolskie, Nizina Mazowiecka i Podlaska, północ Wyżyny Lubelskiej oraz obszary dużych aglomeracji (głównie śląskiej i łódzkiej) (...)
 
W sytuacji ograniczonych zasobów wody użytkowej szczególne znaczenie ma jakość wody, jaka pozostaje do dyspozycji ludności. W pięciostopniowej skali czystości wód, w największej ilości punktów diagnostycznych rzek Polski stwierdzono wody klasy IV (63%) i III (36%), natomiast dla jezior klasy III (44%) i II (37%). Tymczasem dla zapotrzebowania w wodę pitną może być wykorzystywana jedynie woda klasy I. W tym celu wprowadzane są obszary ochronne wokół zbiorników wody pitnej i punktów ujęć wody (podziemnych i powierzchniowych), a także dopływów tychże zbiorników. W Polsce dla zaopatrzenia ludności w wodę pitną wykorzystuje się jednak przede wszystkim wody podziemne o lepszej jakości (9% z nich posiada I klasę czystości). Wyjątek stanowią południowe województwa Polski (śląskie, małopolskie, podkarpackie), w których pobór wód podziemnych na ten cel jest mniejszy niż 50% i ustępuje zasobom powierzchniowym.
 
Co można zrobić?
Podstawowym profilem działalności, mającym zwiększyć zasoby wodne Polski, powinny być, zgodnie z unijną Ramową Dyrektywą Wodną, szeroko zakrojone inwestycje w małą retencję. Obejmuje ona nie tylko zachowanie obecnych oraz tworzenie nowych, małych zbiorników wodnych i budowli piętrzących. Pojęcie małej retencji obejmuje np. modernizację melioracji, zabiegi agrotechniczne prowadzące do ograniczenia spływu powierzchniowego, wzrostu zawartości próchnicy w glebie i poprawy struktury gleb, jak również rozwiązania planistyczne, umożliwiające spowolniony odpływ wód i zapewniający ich zrównoważoną infiltrację. Innym rozwiązaniem jest rozwijanie tzw. dużej retencji, czyli budowy dużych zbiorników retencyjnych. Obecnie w Polsce funkcjonuje sto tego typu obiektów, które są w stanie zatrzymać niecałe 6% rocznego odpływu wód. To zbyt mało, aby zagwarantować zaopatrzenie w wodę w okresach jej niedoboru (...)
 
Więcej przeczytacie w artykule Krzysztofa Trojana „Czy Polsce grozi stepowienie? Stan zasobów wodnych Polski“ w najnowszym wydaniu (5/2014) „Geografii w Szkole“.

 


Polska i sąsiedzi

Stare węgierskie przysłowie mówi, że żaden człowiek nie jest na tyle bogaty, aby nie potrzebował sąsiada. Parafrazując te powiedzenie możemy powiedzieć, że żadne państwo nie jest na tyle bogate, silne i bezpieczne, aby nie potrzebowało sprzyjających mu sąsiednich państw. Dobre relacje między państwami, to szansa na bogatą wymianę kulturową i społeczną między obywatelami. A przede wszystkim − szansa na większy rozwój gospodarczy (…)

Położenie Polski i jej sąsiadów w Europie − dawniej a dziś
Większość z nas na zadane pytanie − gdzie obecnie dokładnie leży Polska i jej sąsiedzi w Europie? − bez wahania odpowiedziałoby, że w Europie Środkowo-Wschodniej. Z drugiej strony, ci sami respondenci jeszcze 25 lat temu na te samo pytanie odpowiedzieliby zupełnie inaczej, że Polska i państwa sąsiadujące leżą w Europie Wschodniej w tzw. bloku państw socjalistycznych (państw demokracji ludowej). Tak więc, określenie położenia danego państwa jest zmienne w czasie. Zależy od postrzegania poprzez odpowiedni pryzmat granic geograficznych, historycznych, politycznych, gospodarczych, etnicznych, kulturowych i religijnych.
Polska i jej sąsiedzi mają interesujące położenie w Europie. Leżą one, bowiem w obszarze lub na styku różnorodnych podziałów geograficznych, cywilizacyjnych i politycznych. Konsekwencją tego jest możliwość włączania jej do różnorodnych struktur i regionów, co często budzi kontrowersje i stanowi zaczyn wielu dyskusji.
Najstarszy podział Europy wywodzi się z czasów starożytnych, epoki istnienia Imperium Rzymskiego. Według niego Europę można podzielić na dwie części − Śródziemnomorską (Imperium), o wysokim rozwoju kulturowym i cywilizacyjnym oraz Barbarzyńską (Barbaricum). Granice pomiędzy nimi wyznaczał Ren i Dunaj. Jak łatwo się domyśleć Polska i jej sąsiedzi położeni byli według tego podziału w całości w części Barbarzyńskiej Europy.
Zmiana postrzegania położenia państw w Europie nastąpiła wraz z upadkiem Cesarstwa Zachodniorzymskiego (476 r.) oraz postępowania chrystianizacji pogańskiej części Europy. Na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia naszej ery wykształcił się ostatecznie nowy podział Europy, na Zachodnią (Łacińską) i Wschodnią (Bizantyjską). Według tej koncepcji Polska i jej sąsiedzi w przeważającej części leżały w Europie Zachodniej. Tylko centralna i środkowa część Białorusi oraz Ukrainy, z sąsiadów Polski, znajdowała się w strefie wpływów bizantyjskich w Europie Wschodniej. Warto jednak zaznaczyć, że do dziś wielu historyków i politologów toczy spór o dokładny przebieg granicy pomiędzy tymi wydzielonymi częściami.
Według A. Podrazy, dwa wielkie podziały Europy na Imperium i Barbaricum oraz Europę Zachodnią i Europę Wschodnią, należy uzupełnić trzecim podziałem, który dokonał się na przełomie średniowiecza i czasów nowożytnych. Chodzi mianowicie o dwie różniące się strefy gospodarcze oddzielone przez Łabę i dalej linię biegnącą do Adriatyku przez Czechy i Austrię. Na zachód od Łaby następował dynamiczny rozwój  gospodarki kapitalistycznej. Przejawiało się to wzrostem produkcji przemysłowej, rozwojem handlu i usług oraz dynamicznym procesem urbanizacji. Drugi obszar, na wschód od Łaby, pozostawał w uśpieniu gospodarczym. Wiodącą rolę nadal odgrywało tam rolnictwo oparte na  systemie folwarczno-pańszczyźnianym. Rozwój odmiennych stosunków społecznych i gospodarczych, dzielący kontynent na dwie części miał, zdaniem A. Podrazy, wpływ na to, że wschodnia część kontynentu aż po Łabę, znalazła się później w strefie wpływów radzieckich. Trzeci podział Europy umocniony został półwieczną dominacją Związku Radzieckiego we wschodniej części kontynentu. Żelazna kurtyna do dziś jest ważną i często przytaczaną geopolityczną linią podziału Europy. Polska i jej sąsiedzi według tego podziału znajdowali się za żelazną kurtyną na wschód od Łaby.
W XX wieku nasiliły się próby sklasyfikowania i opisania podziału Europy. Pojawiły się nowe koncepcje i idee podziału Starego Kontynentu, z których najważniejszy był pomysł dodatkowego wydzielenia z dychotomicznego podziału Europy − Europy Środkowo-Wschodniej (rzadziej Europy Środkowej).
Dziś najpopularniejszy model podziału Europy mówi o kontynencie pięciu regionów: Europy Północnej, Europy Wschodniej, Europy Zachodniej, Europy Środkowo-Wschodniej (rzadziej Europy Środkowej) i Europy Południowej. Polska i jej sąsiedzi według tego podziału leżą w całości, oprócz Niemiec, w Europie Środkowo-Wschodniej. Niemcy najczęściej zaliczani są do regionu Europy Zachodniej (ewentualnie Europy Środkowej).

Polska i jej sąsiedzi − informacje podstawowe
Polska graniczy z siedmioma państwami: Niemcami na zachodzie, Słowacją i Czechami na południu, Rosją na północy, Litwą, Białorusią i Ukrainą na wschodzie. Na północy granica państwa przebiega wzdłuż wybrzeża Morza Bałtyckiego. Łączna długość granic Polski wynosi 3511 km. Najdłuższą granicę nasz kraj posiada z Czechami (796 km), a najkrótszą z Litwą (104 km).
Pod względem powierzchni Polska jest dziewiątym krajem Europy i 70. na świecie. Największym sąsiadem Polski i największym państwem na świecie jest Rosja, z którą nasz kraj graniczy bezpośrednio poprzez obwód kaliningradzki. Natomiast najmniejszym państwem sąsiadującym z Polską jest Słowacja, która pod względem powierzchni zajmuje 27. miejsce w Europie i 111. na świecie.
Polskę i jej sąsiadów zamieszkuje łącznie prawie 340 mln osób (bez Rosji ok. 195 mln). Największym sąsiadem naszego kraju pod względem liczby ludności jest Rosja, gdzie mieszka blisko 142 mln osób, ale już w samym obwodzie kaliningradzkim bezpośrednio graniczącym z Polską żyje tylko 0,95 mln Rosjan. Krajem o najmniejszej liczbie ludności graniczącym z naszym krajem jest Litwa − niecałe 3,3 mln osób.
Wśród siedmiu państw graniczących z Polską największy dochód PKB na jednego mieszkańca wystąpił w Niemczech, gdzie osiągnął on wartość blisko 38 tys. dolarów na osobę. Najbiedniejszym sąsiadem Polski jest Ukraina, gdzie dochód na jednego mieszkańca nieznacznie przekroczył 7 tys. dolarów na osobę.
Występujące dysproporcje pomiędzy Polską i jej sąsiadami w powierzchni, liczbie ludności i potencjale gospodarczym mogą stanowić ogromną szansę dla naszego kraju. Polska od wieków pełniła i pełni rolę pomostu pomiędzy Wschodem i Zachodem Europy. Nie zawsze była to rola wdzięczna. Dziś w czasach globalizacji i pokoju w tej części świata położenie powinno być szansą, którą musimy wykorzystać. Według naukowców zajmujących się rozwojem gospodarczym państw, nasz kraj stoi teraz przed wyzwaniem sprostania wymogów kraju tranzytowego. W tym celu musi zostać rozbudowana jeszcze bardziej infrastruktura komunikacyjna (szczególnie autostradowa i kolejowa) naszego kraju oraz muszą nastąpić ujednoliceniu i uproszczeniu procedury tranzytowe towarów przez Polskę. W innym przypadku, z roku na rok będzie przybywało w Europie Środkowo-Wschodniej coraz więcej inicjatyw tranzytowych omijających nasz kraj, takich jak np. gazociąg Nord Stream.

 

Polska i jej sąsiedzi − ciekawostki i skojarzenia


Niemcy i Ordnung muss sein

Niemcy − nasz zachodni sąsiad − to największa gospodarka Europy i czwarta gospodarka świata. Wielu naukowców, jak i samych Niemców uważa, że sukces gospodarczy kraju nie byłby możliwy, gdyby nie wielowiekowe umiłowanie do porządku i przestrzegania procedur („Ordnung muss sein” tłum. „porządek musi być”). Umożliwiło to temu krajowi w krótkim czasie po II wojnie światowej, a potem po ponownym zjednoczeniu w 1990 roku, stanie się wiodącą gospodarką światową i niemalże państwem opiekuńczym z rozbudowanymi świadczeniami socjalnymi dla swoich obywateli.
„Ordnung muss sein” − to nie tylko cecha charakteru, ale też pewien wzorzec zachowań, który zachęca obywateli do zgłaszania wszelkich nieprawidłowości. Powoduje to, że biurokracja niemiecka uznawana jest za jedną z najbardziej rozbudowanych biurokracji na świecie. Według powszechnie przyjętego stereotypu niemiecki urzędnik ma przygotowany formularz na każdą ewentualność i zapytanie. Mimo tego urzędy w Niemczech działają szybko i sprawnie.

Czechy i czeski humor
Czechy i Czesi słyną w całej Europie z humoru, z czeskiego humoru. Jednak co kryje się dokładnie pod tym pojęciem? Według czeskiego reżysera Petra Zelenki „(...) czeski humor to sztuka spoglądania na rzeczywistość z pewnym dystansem. W Polsce wszyscy, zarówno aktorzy, jak i krytycy oraz widzowie, starają się wniknąć jak najgłębiej w każdą postać, odkryć jakąś skomplikowaną, pogmatwaną psychologię. My, Czesi, nie zawsze to robimy. Moim zdaniem czeski humor pojawia się także tam, gdzie właśnie brakuje psychologii. Inna rzecz, że Polacy mają skłonność do traktowania wszystkiego śmiertelnie poważnie. Nawet humoru”1.
Tak więc, humor naszych sąsiadów to sztuka śmiania się z życia codziennego, bez szukania ukrytych psychologicznych podtekstów. Czeski humor to pewnego rodzaju marka, produkt, który może być eksportowany na kraje sąsiednie, w tym do Polski.

Słowacja i turystyka oraz euro
Słowacja to najmniejszy kraj pod względem powierzchni graniczący z Polską. To jednocześnie kraj, który w swoim rozwoju gospodarczym mocno postawił na wykorzystanie swoich walorów turystycznych i rozbudowę sektora turystycznego. Dla wielu Polaków wyjazdy na Słowację stają się z roku na rok coraz bardziej popularne. Szacuje się, że każdego roku ten niewielki kraj odwiedza około 6–7 milionów turystów, w tym ok. 200 tys. Polaków.
Głównym walorem turystycznym Słowacji są niewątpliwie piękne, majestatyczne góry. Tatry oraz Beskidy stwarzają idealne warunki do wypoczynku. Obraz ten uzupełniają zapierające dech w piersiach widoki, malownicze jeziora, fascynujący świat jaskiń, a także możliwość kąpieli w basenach z wodą termalną i powodują, że z roku na rok ten kraj odwiedza coraz więcej turystów.
Słowacja to także pierwszy kraj z tzw. bloku państw socjalistycznych, który wprowadził po przyjęciu do Unii Europejskiej walutę euro z dniem 1 stycznia 2009 roku. Ocena tego kroku i doświadczeń z nim związanych jest bardzo istotna z punktu widzenia Polski oraz pozostałych jej sąsiadów należących do UE (Czech i Litwy) i myślących o przyjęciu wspólnej waluty europejskiej.

Ukraina i stepy akermańskie
Dzięki sonetom krymskim i wierszowi Adama Mickiewicza pt. „Stepy akermańskie” w wyobraźni wielu Polaków Ukraina kojarzy się ze stepami. Czy słusznie?
Mimo tego, że ponad 40% powierzchni Ukrainy znajduje się w strefie stepowej dziś na Ukrainie bardzo trudno odnaleźć naturalny step. A wszystkiemu winny jest człowiek, który zamiast chronić naturalny krajobraz stepowy, zamienił go w pola uprawne, łąki i pastwiska.
Według ukraińskich naukowców A. Wasyluka i A. Burkowskiego w ciągu ostatnich 150–200 lat południowa część Ukrainy stała się najbardziej zaoranym fragmentem Europy. Większość odłogowanych stepów poszła pod pług w latach 50. XX wieku. W niektórych rejonach administracyjnych udział gruntów ornych sięgnął 85–95%. Jednocześnie na wschodzie kraju rozwijano wydobycie węgla i innych kopalin. W rezultacie, z bezkresnych stepowych przestrzeni dziś zostało raptem około 3% stosunkowo mało zmienionych obszarów stepowych.

Białoruś i ostatnia „silna władza” w Europie
Oficjalnie Republika Białoruska została reaktywowana 8 grudnia 1991 roku na mocy zawartego tzw. układu brzeskiego. Traktat ten głosił, że ZSRR jako podmiot prawa międzynarodowego i byt geopolityczny przestał istnieć, a na jego miejsce, suwerenne już kraje powołują Wspólnotę Niepodległych Państw. Od tej chwili Białoruś wkroczyła na drogę demokratycznych reform politycznych i gospodarczych.
Do 1994 roku droga tych reform niczym nie różniła się od dróg innych krajów tzw. bloku wschodniego. Jednak wraz z nadejściem roku 1994 i wygrania wyborów prezydenckich na Białorusi przez Aleksandra Łukaszenkę droga Białorusi ku demokracji przyjęła inne oblicze.
System polityczny kraju po 1994 roku przerodził się z republiki parlamentarnej w republikę prezydencką, z wyraźnymi cechami państwa autorytarnego. Do dziś prezydentem niezmiennie pozostaje Aleksander Łukaszenka, który oskarżany jest przez wielu obywateli i społeczność międzynarodową o łamanie praw człowieka. Zdaniem wielu komentatorów sceny politycznej Białoruś to najbardziej niestabilne i nieobliczalne państwo Europy.

Litwa i problemy mniejszości polskiej
Według Litewskiego Rocznika Statystycznego w 2011 r. Polaków na Litwie było 200 317, co stanowiło 6,6% mieszkańców tego kraju. Obywatele litewscy pochodzenia polskiego są najbardziej liczną mniejszością narodową Litwy. Polacy na Litwie prowadzą bardzo bogatą działalność kulturową, naukową i religijną propagującą polskość oraz język polski. Ich partia − Akcja Wyborcza Polaków na Litwie − w ostatnich wyborach parlamentarnych w 2012 r. osiągnęła 5,8% głosów, wprowadziła 8 posłów do parlamentu oraz weszła w skład rządu kolacyjnego (AWPL w rządzie reprezentuje Jarosław Niewierowicz, który został ministrem energetyki).
Mimo tego, stosunki Polaków mieszkających na Litwie z Litwinami i rządem litewskim nie układają się najlepiej (…)
Relacje między państwem a mniejszościami narodowymi je zamieszkującymi są zawsze relacjami trudnymi i wymagającymi porozumienia. Mniejszość narodowa przez władze nie powinna być traktowana jako zagrożenie. Obecność obywateli różnej narodowości to szansa dla rozwoju, wymiany kulturowej, gospodarczej oraz doświadczeń narodowych i tylko tak ją powinnyśmy traktować.

Rosja (obwód kaliningradzki) i mały ruch graniczny
Możliwość łatwego przekraczania granic między państwami to jedno z najlepszych narzędzi sprzyjających poprawie relacji między państwami. Dlatego tak ważne jest, aby ruch graniczny w miarę możliwości nie wymagał wiz, ani skomplikowanych procedur przekraczania granicy.
Pomiędzy Polską a Rosją istnieje ruch wizowy. Pierwszym krokiem ku jego zniesieniu było podpisanie 14 grudnia 2011 r. umowy o tzw. małym ruchu granicznym w strefie przygranicznej, która weszła w życie 27 lipca 2012 roku.
Mały ruch graniczny to umowa międzypaństwowa umożliwiająca obywatelom mieszkającym w strefie przygranicznej obu państw na uproszczony ruch graniczny między państwami. Według porozumienia podpisanego przez oba państwa: zezwolenie uprawniające do małego ruchu granicznego daje prawo do wielokrotnego wjazdu, wyjazdu i pobytu wyłącznie na obszarze obwodu kaliningradzkiego każdorazowo do 30 dni, licząc od dnia wjazdu, jednakże łączny okres pobytu nie może przekraczać 90 dni w okresie każdych 6 miesięcy, liczonych od dnia pierwszego wjazdu4. Te same przywileje i obowiązki odnoszące się do terytorium Rzeczpospolitej posiada każdy Rosjanin wjeżdżający do Polski.
Podpisanie umowy o małym ruchu granicznym ułatwiło wymianę gospodarczą pomiędzy krajami i w przyszłości niewątpliwie przyczyni się do poprawy relacji między państwami oraz ich społecznościami.

(…) Sąsiedzi Polski to kraje bardzo zróżnicowane pod względem liczby ludności, powierzchni i potencjału gospodarczego. Dlatego też rolą Polski w Europie Środkowo-Wschodniej powinna być misja łączenia społecznego i gospodarczego tego regionu Starego Kontynentu. Przed naszym krajem staje wielka szansa stania się pomostem Europy i tylko od nas zależy, czy ją wykorzystamy.

Więcej przeczytacie w artykule dr Dominika Sikorskiego „Polska i jej sąsiedzi” w  nr 3/2013  „Geografii w Szkole”.